Żeby samemu zrobić taki obiad, musielibyśmy stać w garach przez kilkanaście godzin. Dlatego wolimy w tym czasie pobawić się z dziećmi, a później iść razem coś zjeść. Bardzo często wybieramy thali. Bo jest naprawdę sycące, każdy smak z miseczki jest ciekawy i zaskakująco inny, a poza tym jest też nieźle zbilansowane więc nie prędko robimy się głodni. No i jeszcze jedno – to danie najczęściej wybierają też w porze obiadowej sami Hindusi.

Co to w ogóle jest thali? Thali w hindi znaczy talerz. I na tymże metalowym talerzu serwowanych jest w małych miseczkach kilka różnych potraw charakterystycznych dla danego regionu Indii. Tutaj można zamówić trzy rodzaje thali – wegetariańskie, z rybą lub kurczakiem. My zazwyczaj bierzemy jedno z rybą i jedno wegetariańskie. Ilość miseczek i ich zawartość różni się między sobą w zależności od miejsca i ceny. Czasem poza ryżem, który jest podstawą thali, dań jest 3, a zdarza się nawet i 10, w tym jedna z deserem. Najtańsze thali, z którym się spotkaliśmy kosztowało 80 INR czyli nieco ponad 4 zł, najdroższe 300 INR- 16 zł, co w dalszym ciągu jest ceną niewygórowaną.

Co najczęściej kryje się w miseczkach? Zacznijmy od wersji rybnej (widocznej na pierwszym zdjęciu). W największej jest rybne curry, zazwyczaj piekielnie ostre, ale pełne smaku, gotowane na całych rybach wraz z ośćmi, czasem z krewetkami czy krabem. W pierwszej małej (od lewej strony) miseczce znajduje się wodnisty, buraczany sos z octem (czasem zabielany mlekiem a czasem nie) z kolendrą i papryczkami tak ostrymi, że wwiercają się w mózg. Wielu Hindusów polewa tym sosem rybę lub ją w nim macza. Potem kolejno jest ryba (w tym wydaniu wędzona makrela) w lżejszym sosie pomidorowym co smakuje trochę jak ryba po grecku, Następnie inny rodzaj curry – gęsty sos z krabem. Na Goa bardzo często serwują też wiórki kokosowe zmieszane z małymi, suszonymi rybkami lub suszonymi krewetkami. Ten rodzaj dania pozostaje dla nas wciąż kontrowersyjny zarówno w smaku jak i zapachu. Wyjadamy czasem więc tylko kokosa. Jest też po polsku „surówka”. Najczęściej to drobno krojona biała kapusta ze śladowymi ilościami ogórka, pomidora lub marchewki, ale zdarzają się też np. buraczki z czosnkiem. Do tego porządna porcja ryżu i oczywiście ryba. Najczęściej spotykaliśmy się z kinfish’em, ale pojawiały się także inne (tak jak tu na zdjęciu), których nazw nie znamy. Na Goa łączy je jedno – panierka. Każda z nich otoczona jest w kaszce kukurydzianej zmieszanej z masalą. Nie musimy dodawać, że … ostrą.

Co znajduje się na wegetariańskim talerzu? Najpopularniejszy jest dal czyli rodzaj zupy z grochu lub soczewicy, pełnej świeżych ziół (z przewagą kolendry) i warzyw. Są też warzywne curry w gęstych, zawiesistych sosach różniące się między sobą mieszanką przypraw i natężeniem ostrości. Często podawana jest raita czyli surowe, drobno krojone warzywa w jogurcie. Poza miseczką pojawia się też czerwona, mała kupka. To pikle. Najlepsze i najciekawsze w smaku, są te z mango i limonki (ostre jak cholera). W wersji wege, poza ryżem serwowany jest też placek zwany naan (z pieca tandoor) lub roti (z patelni).

Kruche placki, które czasem pojawiają się na talerzu, bez względu na wybrany rodzaj thali to papadamsy. To chrupiące chipsy z mąki z soczewicy zrobione na głębokim oleju. I to, jeśli chodzi o thali wybierają nasze dzieci. Cała reszta, poza ryżem oczywiście, nie nadaje się do jedzenia przez maluchy. Nie raz, ze względu na ostrość, zdarzyło nam się mieć czkawkę już od pierwszego kęsa. Na szczęście ugasić pożar pomaga mleko lub pitny jogurt zwany tu lassi.

Jeszcze dwa słowa o mini deserach, które pojawiają się w thali. Spotkaliśmy się z kilkoma ich rodzajami. Najczęściej z gulab jamun czyli okropnie słodką kulką, która wyglądem przypomina maleńkiego pączka. Zrobiona jest z zsiadłego mleka lub mleka w proszku, ghee czyli klarowanego masła, syropu różanego, cukru lub syropu klonowego oraz mąki i proszku do pieczenia. Powstała z tych składników kulka wrzucana jest na głęboki tłuszcz. By jeszcze dodać słodyczy podaje się ją unużaną w syropie cukrowym. W naszej rodzinie zdania na temat walorów smakowych tego deseru są podzielone.

Innym smakołykiem na koniec bywa również laddoo. Nieco mniejsza niż gulab jamun, zrobiona z mąki z soczewicy, kulka także pływa w cukrowym syropie. Żółty, mały prostokąt (widoczny na jednym ze zdjęć) to z kolei Mysore Pak przyrządzane z mąki ciecierzycowej, cukru i klarowanego masła z dodatkiem kurkumy. Wszystko wybitnie słodkie i dość płaskie w smaku, choć hinduskie desery i słodycze z pewnością zasługują na osobny wpis, co prędzej czy później zrobimy.

Spora część Hindusów je thali rękami. Zręcznie mieszają palcami sosy z ryżem i uformowane kulki wkładają do buzi. My tak nie umiemy i musimy używać sztućców. Chyba, że bierzemy thali na wynos, do domu. Wtedy czasem ćwiczymy. Póki co z marnym skutkiem. Co innego nasz dzieci, które chętnie wszystko jadłyby rękami.

Zjedliśmy kilkadziesiąt rodzajów thali. Lepszych, gorszych, mniejszych i większych, tańszych i droższych. Jednak, do jednego z nich wracamy wyjątkowo chętnie. Potrafimy, dość spontanicznie, wsiąść w autobus, by po godzinie znaleźć się na dworcu w miejscowości Panjim. Prosto stamtąd idziemy do Cafe Bhonsle, która mieści się w samym centrum i zamawiamy dwa rybne thali za niecałe 150 INR (8 zł) za sztukę. Potem po prostu wracamy do domu.

4 myśli na temat “Thali. Ośmioczęściowy obiad za 5 zł.

  1. Głodna teraz jestem 🙂 a w lodowce jajko i światełko 😦 Zjem dzisiaj indyjskie 🙂 Jeśli możecie podpowiedzieć gdzie w Warszawie można znaleźć dobre Indyjskie jedzenie ? 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s