Ponad 3 miesiące. Tyle zajęło nam wysłanie pocztówek do naszych najbliższych. Ciągle odkładaliśmy to na później, bo zawsze było coś innego do zrobienia. Wierzcie lub nie, ale już samo wybranie z trójką dzieci prawie 50 kartek jest nie lada wyczynem. Szczególnie, jeśli szuka się czegoś oryginalnego, niepowtarzalnego (zawsze, gdy jesteśmy w Indiach wysyłamy kartki i staramy się kupować coraz to nowe wzory), ładnego i pasującego do konkretnego odbiorcy. A ponieważ dla nas miało to dość duże znaczenie, kupowaliśmy pocztówki na raty.

Krok drugi to treść. Oczywiście w zdaniu „Pozdrowienia z Indii” nie byłoby nic niestosownego. Jednak zdecydowaliśmy się na nieco dłuższe formy. Zależało nam, by każdemu napisać coś innego, coś osobistego, co jak najtrafniej opisze to jak żyjemy i co robimy. No i jeśli myślicie, że wypisanie kartek z trójką dzieci może pójść szybko i sprawnie, to jesteście w błędzie. Tym bardziej, że przynajmniej dwoje z nich też chciało wypisać kartki do swoich znajomych i robiło naprawdę wiele, by szczególnie wtedy, gdy nikt z nas nie patrzył, wziąć się do roboty. Wielokrotnie czekaliśmy więc do wieczora aż przynajmniej jedno z naszych najmłodszych uśnie. Wtedy na spokojnie wypisywaliśmy 3, czasem 4 sztuki  i padaliśmy z wyczerpania. Kilka tygodni zeszło nam by zgromadzić pełen komplet.

Znaczki. Niby nic. Ale kto nie był nigdy w Indiach nie zrozumie, że poproszenie na poczcie o taką ich ilość, bywa dla jej pracownika najprawdopodobniej „jednym z najgorszych dni w pracy”. Nie dość, że każdy znaczek trzeba jeden po drugim policzyć to jeszcze pomnożyć razy 20 INR. Trochę to trwa. Nawet nieco dłużej niż pojedyncze przyklejanie każdego z nich na konkretną pocztówkę.

Ostatnia prosta to wizyta na poczcie. Sprawa też nie łatwa. Po pierwsze nie wszystkie drogi prowadzą na pocztę. Więc jakoś nigdy nie było nam tam po drodze. Po drugie wojna o to kto ile kartek wrzuci do skrzynki. Liczba nieparzysta tak więc zawsze ktoś ma o jedną więcej. Kompletny pat.

No ale ile radości daje pojedyncze ich wrzucanie do wielkiej, czerwonej, żeliwnej, pewnie pamiętającej jeszcze Portugalczyków, skrzynki. Ile ciekawych pytań o to, gdzie są teraz te wszystkie kartki, gdzie będą jutro, jakim samolotem lecą, gdzie i kiedy dolecą. Ile refleksji o tych, którzy je dostaną. Czy się ucieszą, czy uśmiechną, czy za nami tęsknią.

Teraz, wiedząc z doświadczenia, że każda z nich dojdzie do swojego odbiorcy w innym czasie, czekamy. I bardzo Was wszystkich namawiamy do wysyłania pocztówek. I listów. To znacznie przyjemniejsze niż wysyłanie i odbieranie maili.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s