Koci-łapci, kici-kici, ole-olejanko,
zajmujemy razem z babcią urocze mieszkanko,
my mieszkamy na parterku, babcia w oficynce,
drepce, żądna informacji o całej rodzince.
Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi, by była w humorku

W. Młynarski

Pokój na górze posprzątany, pościel wyprana, okna przetarte, a taras z zaśniedziałego brudu jeszcze z pory monsunowej drapaliśmy pół dnia. Ale udało się doprowadzić nasze gościnne, dotychczas nieużywane piętro do użytku. I to dla kogo. Sama Babcia wylądowała w Delhi, przeskoczyła do małego samolotu i po południu była już naszym gościem.

Przygotowania trwały od kilku dni. I to nie tylko w doprowadzaniu części domu, do powszechnego rozumienia ładu i czystości, ale głównie na opowieściach i planach dzieciaków „co będziemy z Babcią robić, „gdzie ją zabierzemy”, no i jak ktoś ma dzieci to wie, że kluczowe pytanie „co Babcia przywiezie” było grane non stop.

Dzień przyjazdu rozpoczął się, wcześniej niż zwykle, pytaniem Zośki przez sen „czy Babcia już jedzie?”. Tak więc od rana atmosfera była trochę jak w wigilię przed pierwszą gwiazdką. Połowa dnia przebiegła dzięki temu dość szybko. O 16:00 przyjechał „Pan Wąs”, czyli nasz zaprzyjaźniony taksówkarz i zabrał nas na lotnisko Dabolim oddalone od naszej wsi o 25 kilometrów. Ekscytacja naszych dzieci była tak duża, że w samochodzie nie wytrzymali i … zasnęli. Na lotnisku poszło jak z płatka. Nasz „Pan Wąs” pokazał nam i zastosował ciekawy fortel. Zatrzymał się w jakiś krzakach przed lotniskiem i czekał aż wyląduje samolot (wypatrywaliśmy go na niebie). Dopiero wtedy wjechał na teren portu, żeby nie płacić niepotrzebnych pieniędzy za postój. Gdy na ekranie naszego telefonu status lotu zmienił się z „En Route” na „Landed” ruszyliśmy.  

Pierwsza niespodzianka. Pomimo, że port jest nowy i całkiem porządny, to na przylatujących czeka się na dworze. Ale ok. Zimno nie jest. Po paru minutach jest i nasz gość! Radosna i szczęśliwa. Czekamy z kartkami, z wymyślonymi rano przez dzieciaki napisami (niektórymi dość oryginalnymi), o treści „Tu nie ma krokodyli”, „Namaste Babcia”, „Witamy na naszej planecie”, „Fajnie że jesteś”. Babcia zachwycona, ściska wszystkich i wskakujemy do gabloty. W drodze są opowieści z podróży, dykteryjki, a dzieciaki już prawie rozparcelowują babci bagaż.

Jak na podróżniczkę, która nie przespała pięciu minut poprzedniej nocy, Babcia trzymała się całkiem nieźle. Dojechaliśmy do domu sprawnie, unikając popołudniowych korków. W domu były prezenty, balony, kawa i pierwszy dahl na kolację. Babcia pokazała nam jak przygotowała się na tę podróż, a my im dłużej patrzyliśmy, tym bardziej otwieraliśmy oczy. Okazało się, że przyjechał do nas jakiś wzorzec organizacji i produkcji podróżnej. Sposób spakowania bagażu, specjalny organizer na dokumenty, zabrane tylko to co niezbędne. Wszystko tak, jak na kursie „Babcia w tropiku”.

Zaczynamy więc babciną podróż po okolicy. Jak coś ciekawego się wydarzy, na pewno o tym napiszemy.

2 myśli na temat “Babcia przyjechała

  1. Hahaha. Ten co nie planował obiadów mając na kartce M-I 3 kg mięsa na miesiąc ten nie wie co to dobra organizacja. Pozdro dla babci. Nie raz jeszcze wam pokaże patenty o których wam się nie śniło.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s