W ciągu ostatnich 10 lat, za każdym razem gdy chcieliśmy wyjechać gdzieś na wakacje, zawsze kończyliśmy w Indiach. Niezależnie od tego czy byliśmy sami, ze znajomymi, w ciąży, z jednym dzieckiem, z dwójką czy też z trójką. Czy na dwa tygodnie, na miesiąc, trzy czy pół roku. I marne szanse, że coś się w tej kwestii zmieni. Nie mniej jednak nasza miłość do tego kraju nie jest ani ślepa ani bezgraniczna. Stąd kilka słów na temat tego, czego tu nie lubimy.

Zanim jednak przejdziemy do meritum, jedna uwaga. Nie piszemy tu o „wielkich sprawach”, nie zamierzamy piętnować negatywnych zjawisk społecznych, rozprawiać na trudne, bolesne czy wstydliwe tematy. To po prostu krótka lista zachowań, które tak zwyczajnie, codziennie nas irytują.

1. Dotykanie dzieci.

Tak, wiemy, że mamy fantastyczne, w zasadzie cały czas uśmiechnięte a przy okazji ładne dzieci. Ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć dlaczego dotykanie ich jest dla Hindusów czymś tak atrakcyjnym. Szczególnie szczypanie po policzku, zawieszonej na piersi w nosidle, małej Franki. Bo o ile Zośka potrafi cofnąć się i krzyknąć „No!”, o ile Gutek odwróci się na pięcie i schowa za naszymi nogami, o tyle France ciężko wyrazić swoje niezadowolenie. Oczywiście reagujemy my. Ale naprawdę nie zawsze mamy szansę zdążyć na czas. Powiedzieć konstruktywne STOP, odepchnąć czyjąś rękę czy nawet… powstrzymać ten wylew miłości w postaci POCAŁOWANIA naszej córki w policzek! To jakieś szaleństwo. Pewnie kierowane samymi dobrymi emocjami, wyrazem sympatii ale męczące i frustrujące po stokroć.

2. Sprzedawca zawsze wszystko ma. Nawet jak tego nie ma.

Hindusi nie potrafią powiedzieć wprost, że czegoś nie mają. Bardzo często mierzymy się z sytuacją, kiedy pytamy sprzedawcy lub pracownika sklepu o jakąś rzecz a on nie rozumiejąc o co nam chodzi lub po prostu wiedząc, że tego nie ma, idzie i przynosi nam coś innego. Po kolejnych minutach i tłumaczeniu, że chodzi nam o coś innego, znów przynosi, tyle tylko, że ciągle nie to. Kiedy wydawać by się mogło wreszcie wie o co nam chodzi, wychodzi ze sklepu i idzie do jakiegoś sąsiedniego przynosząc… coś, co nie jest tym, czym miało być. I tak w kółko. Podobnie sytuacja się ma z pytaniem o drogę. Ileż to razy błądziliśmy raz w lewo raz w prawo odsyłani przez kolejne osoby, którzy dobrze wiedzieli gdzie chcemy dojść. Ręce opadają z bezsilności.

3. Cukierki zamiast reszty.

Jesteśmy przekonani, że nasze dzieci mają odmienne zdanie na ten temat. Ale zamiast 1,2 czy 5 INR dostajemy od kasjera cukierki. No żesz… chcemy swoją resztę, a nie słodycze. To jest szwindel doskonały. Te cukierki, to zazwyczaj jakiś tani i trujący kolorowy chłam, który sklepy te dostają pewnie za darmo od firm chcących mieć tu swoje produkty. I jeśli co drugiej osobie wydadzą darmowy pieniądz w postaci cukierków, to zakładamy, że w małym supermarkecie takim jak nasz z dwoma kasami, są w stanie na tym procederze zarobić dziennie kilka tysięcy rupii. A my zostajemy ze słodkim dziadostwem w kieszeniach. Niestety na krótko…

4. Wpychanie się w kolejkę.

Czasem mamy wrażenie, że tu nie obowiązują żadne zasady poza jedną. Prawem silniejszego. Im szybciej, mocniej, człowiek się wepchnie w kolejkę, tym zostanie natychmiast obsłużony. Na dworcu, na poczcie, w aptece, w sklepie czy do bankomatu. To bez znaczenia gdzie. I nie ważne, że w kolejce czeka ledwie chodzący starzec, dziewczyna na wózku inwalidzkim czy matka z trójką dzieci, w tym jednym na rękach. Rozpycha się taki łokciami, podchodzi na pewniaka i jest pierwszy, z wyrazem twarzy mówiącym bezgłośnie „Czekajcie sobie wszyscy cierpliwie, jestem lepszy i sprytniejszy”. I można sobie mówić do takiego człowieka, tłumaczyć, że jest jedna, obowiązująca kolejka, że wszyscy czekamy, że już długo stoimy. Ale nie, cwaniak udaje, że nie rozumie. I już. Kropka.

5. Palenie śmieci.

Są takie miejsca, że po prostu nie da się oddychać. Biały dym wżera się w ubrania, włosy, skórę i płuca. Zazwyczaj o stałych porach dnia- rano i późnym popołudniem. Tu, gdzie mieszkamy teraz, nie jest z tym jeszcze tak najgorzej, ale bywaliśmy w miejscach, gdzie było to nie do zniesienia. Najgorzej wspominamy pod tym względem New Delhi. Za każdym razem gdy tam jesteśmy i spacerujemy po centrum, przez kilka dni wdychamy to, co najgorsze. Efekty tego są widoczne gołym okiem. Oczyszczanie nosa zostawia na higienicznych chusteczkach lepką, czarną maź.

6. Wyrzucanie śmieci wszędzie.

To jest plaga. Poza tym, że wiele osób po prostu rzuca papierek pod nogi, mnóstwo osób wyrzuca całe wory śmieci na drogi, pola, do lasu, w zasadzie wszędzie. Piękne zielone miejsca zamieniają się w wysypiska. I choć pojawia się coraz więcej znaków zakazujących takich procederów, nakładając karę w wysokości 5000 INR czyli około 270 zł., poprawy sytuacji wcale nie widać. Tak więc rozszarpane przez bezpańskie psy wory gnijących obierków, zużytych pieluch czy plastikowych opakowań leżą, śmierdzą i zanieczyszczają środowisko.

6. Robienie zdjęć.

Jest z tym kłopot, bo przecież to turyści, którzy przyjeżdżają od dziesiątek lat do Indii robili i robią zdjęcia „miejscowym”. I zazwyczaj nie pytają ciekawie ubranych Hindusów, czy „interesujących w obrazku” miejskich żebraków czy mogą te fotki robić. Większość pstryka bez poczucia, że to nie w porządku. A uzbrojonych w porządny sprzęt fotografów spoza Indii można tu spotkać na każdym rogu. Role się trochę odwróciły wraz z rewolucją informatyczną i tanim dostępem mieszkańców Indii do telefonów komórkowych. Tak więc Hindusi biorą odwet za te wszystkie lata bycia obiektem fotografii i pstrykają kiedy tylko mogą. Najchętniej selfiaki. Najlepiej z białym dzieckiem. Czasem pytają, ale rzadko. Wiedzą, że to nie fair ale i tak robią zdjęcia z ukrycia, lub zza ramienia swojego kolegi. Na zwrócenie uwagi reagują udawanym niezrozumieniem lub histerycznym śmiechem.

To wszystko (plus trochę więcej) to dla nas i tak za mało by zepsuć ten czas. Odpuszczamy, by cieszyć się tym co mamy.

Jedna myśl na temat “Co nas tu wkur…

  1. Z tymi śmieciami to jakiś narodowy sport. U hindusa jak na czysto w chacie to jest ok. Dla niego śmieci „znikają” z jego świata po przekroczeniu progu. Zapewne proces myślowy wygląda tak „wyszedłem sobie z domu, o? Coś niosę. Nie wiem co to nie potrzebne” i sty tam gdzie stoi. Bez żenady czy ktoś widzi czy nie. Dla nich to tak naturalne, bo każdy tak robi. Więc to norma.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s