Istnieje tu, nie do końca zrozumiany przez nas zwyczaj zapraszania na imprezy rodzinne osób, których się nie zna. W ten właśnie sposób mieliśmy okazję uczestniczyć w kolejnej już Pierwszej Komunii Świętej w Indiach. W wydarzeniu bardzo ważnym i celebrowanym przez katolików na Goa.

Nie jesteśmy w Benaulim pierwszy raz i jesteśmy już w pewnym sensie zaprzyjaźnieni z tutejszą społecznością. Gdy idziemy ulicą, z większością osób serdecznie się pozdrawiamy i czasem wymieniamy uprzejmości. Nazywają nas „happy family”. Wiele osób znamy z widzenia, wiemy gdzie kto mieszka, kto jest tu gościem, a kto mieszkańcem wsi. Często przy pozdrowieniu słyszymy „widzieliśmy was w kościele”. Rzeczywiście, co tydzień jesteśmy na niedzielnej mszy i choć jest w języku konkani i nie rozumiemy ani słowa, samo w niej uczestnictwo jest dla nas ważne. Jak się okazuje chyba nie tylko dla nas, skoro wiele osób właśnie od tego zdania zaczyna z nami rozmowę.

Przechodząc pewnego dnia główną ulicą w naszej miejscowości zatrzymał nas znany z widzenia mieszkaniec tej samej ulicy i serdecznie zaprosił na odbywającą się następnego dnia komunię swojego syna. Byliśmy o tyle zaskoczeni zaproszeniem, że dwa lata temu już w podobnym wydarzeniu uczestniczyliśmy. Z tą różnicą, że wtedy rodzice dziewczynki o imieniu Cia, z którą czasem bawiła się nasza Zośka, zaprosili nas na imprezę z okazji komunii w chwili jej trwania. Przechodziliśmy akurat obok restauracji, w której się odbywała, więc zgarnęli nas do środka. My się najedliśmy do syta, a nasza córka, jak widać na zdjęciach poniżej, bawiła ze swoją indyjską znajomą, wyśmienicie.

Tym razem mieliśmy trochę czasu by się przygotować tzn. wymyślić i kupić jakiś prezent. Ponieważ nic dobrego nie przyszło nam do głowy, zdecydowaliśmy się dać różaniec, który przywieźliśmy ze sobą z Polski. Nie wiemy do końca czy był to odpowiedni (i oczekiwany) prezent, bo jak się później okazało większość gości wręczało koperty lub zwitek banknotów, wyjęty przez starsze panie, chwilę wcześniej z materiałowej chusteczki do nosa.

Na imprezie, poza nami, była tez pokaźna grupa innych, znanych z widzenia turystów, których niekoniecznie kojarzymy z kościoła, a raczej z plaży. W sumie kilkadziesiąt osób. Poza jedzeniem- muzyka, śpiewy, tańce, zabawy z wodzirejem i obowiązkowy tort. W sumie jak na porządnym, wiejskim, polskim weselu. To, co nas wyróżniało od reszty biorących w tym ważnym święcie udział, osób, to dość luźny strój. Nie mamy tu ze sobą nic, co choć trochę można by nazwać eleganckim.

Na uwagę zasługuje również samo miejsce i wystrój. Tego typu imprezy odbywają się nie tylko w restauracjach i w domach, ale przede wszystkim przed nimi. Wiesza się specjalne dekoracje, obowiązkowo dużą ilość balonów oraz specjalne, styropianowe ozdoby. Reszta rzeczy ma bardziej piknikowy klimat- plastikowe krzesełka, kilka stolików pokrytych ceratą zupełnie wystarczy.

Po tym, jak każdy odstoi swoje w kolejce po jedzenie, porządnie się naje, zje kilka porcji wybitnie słodkiego tortu, oblanego budyniem z dodatkiem alkoholu, goście znikają z oczu rozchodząc się do domów. Do akcji wkraczają bezpańskie psy, które wyjadają pozostawione na ziemi resztki, często walcząc między sobą o każdy kąsek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s