Psy w Indiach. To temat smutny. Ilość błąkających się po ulicach bezpańskich, wychudzonych, pogryzionych, brudnych czworonogów może przerażać. Poza tym często stanowią one zagrożenie nie tylko dla siebie na wzajem ale i dla turystów.

Są wszędzie. Pojedynczo albo w grupie. Biegają, szukając pożywienia. Często zjadają śmieci. Czasem znajdują chłodniejsze miejsca i wylegują się na ziemi. Jedne, nawet nie podniosą łba gdy się je mija, inne, odskakują gdy tylko usłyszą obok siebie kroki. Generalnie boją się ludzi. Ze strachu, atakują.

Bardzo często, gdy włóczymy się po naszej wiosce i okolicach, staramy się mieć ze sobą kij albo kilka kamieni. Dla bezpieczeństwa. Pare razy niewiele brakowało. Wybiegały, szczekały, szczerzyły kły. Szybko zmienialiśmy trasę wycofując się z ich pola widzenia. Nie musieliśmy się bronić bo na szczęście odpuszczały.

Widzieliśmy jednak przypadki ich ataków. Nasz znajomy Anglik wylądował w szpitalu z pogryzionymi rękami i nogami. Przez tydzień, codziennie rano musiał jeździć do miasta i przyjmować zastrzyki przeciw wściekliźnie. Kilka razy dziennie, zmieniać opatrunki. Jego rany wyglądały dramatycznie. Co się dokładnie stało? Szczegółów nie znamy. Wiemy, że wracał w nocy z plaży. Pijany. Przewrócił się na chodnik. Psy od razu go zaatakowały.

Znamy też skrajnie inne sytuacje. Łaszących się, podchodzących pod rękę psów, które chcą być dotykane, przytulane, głaskane. Które proszą się o czułość i miłość. Wielokrotnie wiele z nich (szczególnie suk) idzie przed nami niczym przewodnicy albo jak strażnicy za nami czujnie nas pilnując. Obszczekują pojawiające się w pobliżu psy jakby mówiły „Z drogi, przepuście ich, to są moi znajomi”.
Kiedy kilka lat temu byliśmy ze znajomymi w Mumbaju, pewnego dnia rano pojawił się obok nas pies, którego nazwaliśmy Ciapek Mumbaj. To było niesamowite bo przeszedł z nami całe miasto. Przechodził pierwszy przez ulice, stawał na środku i sprawiał, że zatrzymywały się auta a my mogliśmy bezpiecznie przejść. Prowadził nas, czasem był z przodu, a czasem z tyłu. Obszczekiwał pojawiające się na naszej drodze psy. Był naszym kompanem. Wołaliśmy go, a on podchodził. Przez jeden dzień był naszym indyjskim psem. Gdy wieczorem dotarliśmy do hotelu, zniknął za zakrętem.

Ogromna większość psów to psy bezpańskie, trochę dzikie. Bardzo często są pogryzione przez inne osobniki bo walczą między sobą o hierarchię w stadzie, o samice, o jedzenie i terytorium. By zyskać na sile, tworzą watahy i rozmnażają się na potęgę. Indie próbują jak mogą rozwiązać ten problem łapiąc je, sterylizując i szczepiąc, ale to, co udaje się zrobić, to ciągle kropla w morzu potrzeb. Mamy tu znajomą, 62- letnią Kanadyjkę hinduskiego pochodzenia, która wraz z mężem co roku przyjeżdża na kilka miesięcy w to samo miejsce. Genevieve, bo tak ma na imię, cały swój czas i większość pieniędzy poświęca właśnie tym zwierzętom. Codziennie gotuje dla nich ryż z kurczakiem, o stałych porach robi obchody po wiosce i je dokarmia. Kilka razy w tygodniu wozi do klinik weterynaryjnych, gdzie płaci za wykonywane im zabiegi. Rozmawia z ludźmi, próbuje edukować. Jest niesamowita. Spotykamy ja praktycznie codziennie. Zawsze jest w biegu, zna chyba wszystkie psy w okolicy i jest przez nie uwielbiana. Nie mówi o niczym innym. Doskonale wie, który pies ile przybrał na wadze, który jakich witamin potrzebuje. Nie zniechęca się i nie poddaje. Ma misję, którą każdego dnia starannie wypełnia.

Jest też grupa psów mających swoich właścicieli. Zazwyczaj nieco bardziej zamożnych. Stać ich na to, by w sklepie kupować psią karmę i dbać o swojego pupila. To zazwyczaj kundle choć zdarzają się i psy rasowe- widzieliśmy np. dogi, a nawet jamniki.

Śmiertelność psów jest tu bardzo wysoka. Giną pod kołami autobusów, aut i motorów. Umierają z głodu, wycieńczenia czy z powodu chorób. Są zabijane przez ludzi lub zagryzione przez inne zwierzęta. Ale czasem jeden na milion ma szczęście. Najbardziej niesamowita psia historia jaką tu słyszeliśmy, to opowieść o Kanadyjczyku, który spędzał w naszej wsi swój urlop i zakochał się w szczeniaku, który przychodził pod jego hotel. Postanowił zabrać go ze sobą do Kanady. Na konieczne zabiegi, kwarantannę, hotele, przeloty i leczenie wydał około 6 tysięcy dolarów.

My nie przywieziemy stąd psa, ale już od dłuższego czasu trwają rozmowy na temat nowego czworonoga, który w niedalekiej przyszłości pojawi się w naszym warszawskim domu. Nie wiemy jaki i skąd będzie, ale wszyscy jesteśmy zgodni, że damy mu na imię Paneer (indyjski twaróg).

4 myśli na temat “Psia mać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s