Wchodzimy do wagonu, szukamy miejsca, wszędzie tłok. Wszystkie przedziały pełne. O miejscu siedzącym można pomarzyć, a i o te stojące wcale nie łatwo. Mamy przecież kilkadziesiąt kilometrów do pokonania i trójkę dzieci do porozsadzania i podróżnego ogarnięcia. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji w pociągu w Indiach ? Można stać się walizką.

Wracaliśmy po całodniowej wyprawie do Palolem. Z jednej z najfajniejszych, najbardziej malowniczych tutaj plaż, która z obu stron zamknięta jest, porośniętymi drzewami i górami. To bardzo popularna miejscowość w okolicy, przez co jest z nią mały kłopot. Infrastruktura jest tu prawie jak na Kabatach. Brakuje tylko żłobka, szkoły i hipsterkiego butchera. Ale o tym może innym razem. Dzisiejsza opowieść będzie o naszym powrocie do domu.

Pociągi w Indiach to niewyczerpany temat. Są najpowszechniejszym masowym środkiem transportu. Gęsta sieć torów została tutaj po brytyjskiej koronie i gdyby nie pociągi, pokonywanie indyjskich odległości byłoby wyzwaniem. Gdy jeszcze nie mieliśmy dzieci, wybieraliśmy właśnie taki sposób podróży. Nie tylko dlatego, że był (i wciąż jest) konkurencyjny cenowo, w porównaniu z innymi możliwościami, ale też ma on niesamowity klimat. Zawsze wiąże się z nim wiele ciekawych wspomnień, znajomości, smaków i zapachów też.

A wczoraj było tak:
Gdy kupowaliśmy bilety powrotne, okazało się, że będziemy tę krótką, bo 45 minutową trasę z Cancony do Margao pokonywali pociągiem, który z dalekiego południa jedzie do Bombaju. To wzbudziło naszą czujność, bo pociągi do dużych miast, których trasy to często ponad 1000 kilometrów, nigdy nie jeżdżą puste. Co prawda nie są to znane z internetu obrazki pociągów z pasażerami na dachu (tak bywa przy miejscach pielgrzymek), ale na pewno wszystkie miejsca siedzące są w nich zajęte.

Pociąg wjechał na peron o 19:46. Już przez okna widzieliśmy co nas czeka i wiedzieliśmy, że będzie przygoda. W środku wszystkie miejsca wypełnione były po brzegi. Ale właśnie na „brzegach” dostrzegliśmy szanse na w miarę komfortową podróż. Zanim jeszcze pociąg ruszył, Marcin wrzucił Zośkę i Gustawa na znajdującą się pod sufitem półkę na bagaże i sam też się do nich dosiadł. Aga z Franką chwilę postały zanim znalazł się ktoś na tyle życzliwy, by poprosić współpasażerów o wygospodarowanie odrobiny miejsca, by i dla nich znalazło się kilka centymetrów na czteroosobowej kanapie. Babcia czekała pół podróży zanim spotkało ją to samo. Ale udało się! W końcu wszyscy siedzieliśmy! A niektórzy z nas nawet leżeli.


Najwięcej wrażeń miały zdecydowanie dzieciaki. Były kompletnie zachwycone, ale ponieważ sytuacja była nowa i nieco zaskakująca, trochę pietra miały. Pułka, na której zajęły miejsca, wisiała naprawdę wysoko, a do tego średnio nadawała się do siedzenia. Była niewygodna a metalowe rurki wbijały im się w ciała. Mimo wszystko ciekawość takiego sposobu podróżowania wzięła górę. Piszczały i śmiały się na przemian.
Pod nimi podróżni, tuż nad głową sufit, ze szpar którego wystawały śmieci i pewnie pod podsufitką kwitło równoległe życie. Na podwieszonych wiatrakach znalazło się nawet miejsce na buty, które dzieciaki chwilę wcześniej zdjęły, gdy na panią na siedzeniu niżej posypał się z nich piasek. Chwilę później na tą samą kobietę spadł jeden z butów.


Nudy nie było. Jechaliśmy. Nie staliśmy w ścisku w przejściu na korytarzu, nie chodzili po nas tutejsi cateringowcy, roznoszący po pociągu samosy, biriani, czaj i zimną wodę, głośno przy tym krzycząc, w tylko przez miejscowych zrozumiały sposób. Przy tym całym harmidrze najlepiej odnalazła się Franka, która przy wydawaniu posiłków i przepychaniu się podróżnych do jedzenia, po prostu zasnęła. Babcia, widząc taki sposób transportu po raz pierwszy w życiu, siedziała sobie spokojnie obserwując wszystko z niedowierzaniem, że to się dzieje naprawdę.

Po pół godziny takiej jazdy, Zośce się trochę znudziło, a wbijająca się w skórę półka, stała się uciążliwością. Podobnie dla Gustawa, kiedy z całym impetem uderzył się o nią w policzek. Cały wagon usłyszał wtedy nie tylko pociągowy turkot ale przeraźliwy krzyk. W tym momencie w całym przedziale sytuacja zrobiła się gęsta. Jakby tego było mało, z naszego wózka który, leżał na innej półce, zaczęły kapać na podróżujących resztki soku z kartonika, który dzieciaki w nim zostawiły. Do tego jeszcze pociąg w połowie trasy stanął na kilkanaście minut w polu (było już ciemno) w sumie niewiadomo z jakiego powodu.

Jak już wydarzyło się to wszystko o czym napisaliśmy wyżej, a nawet nieco więcej, ale pewnych szczegółów Wam oszczędzimy, pociąg wtoczył się na rozkrzyczaną i zapchaną stację w Margao, gdzie nim zdążyliśmy wysiąść do wagonów zaczęły wbiegać kolejne osoby. My przeprosiliśmy wszystkich podróżujących w naszym przedziale za atrakcje których dostarczyliśmy i pożegnaliśmy się kulturalnie. Wydaje się, że nie zrobiliśmy na nikim większego wrażenia, tym bardziej, żę wiele osób zdążyło w między czasie już usnąć.

Jedna myśl na temat “Na półce w pociągu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s