Nie mieszkamy sami. W naszym indyjskim domu towarzyszą nam każdego dnia przedstawiciele różnych gatunków zwierząt. I zdecydowanie nie są to zwierzęta domowe. W większości przypadków nie wchodzimy sobie w drogę, choć czasem gdy się niespodziewanie spotykamy, pierwszym uczuciem, które się w nas pojawia jest strach. Na szczęście po bliższym poznaniu, mija. Czasem jednak zmuszeni jesteśmy interweniować i sięgąć po rozwiązania ostateczne.

Spotkanie 1. Karaluchy

Są szybkie jak cholera. Biegają i latają. Ciężko więc je złapać. Zważywszy na to, że mają po kilka centymetrów są w stanie nieźle podnieść ciśnienie. Tak raz na dwa tygodnie jedno z nas gania więc karalucha po całym domu, a drugie próbuje uwięzić go pod szmatą lub miską. Kilka razy nam się udało i zaraz po złapaniu wypuszczaliśmy je na zewnątrz. W ich przypadku odpada bowiem śmierć kapciowa. Tych owadów lepiej nie zabijać, bo mogą w nich znajdować się jaja, które w ten sposób szybko się rozniosą.

Spotkanie 2. Jaszczurki

Mamy tu wielodzietną ich rodzinę. Chyba jedną, choć wcale nie mamy pewności. Zamieszkują ścianę za klimatyzatorem w salonie. Rodzice wychodzą zazwyczaj wieczorem, kiedy my idziemy już spać. Dzieci mają więcej odwagi. Niezależnie od pory biegają po ścianach, sufitach i po podłodze. Zanim jednak się tego nauczyły, byliśmy świadkami ich nauki chodzenia i przyglądaliśmy się jak jaszczurza mama, mimo że schowana, nie spuszcza swoich maluchów z oka. Gutek i Zośka bardzo chcieli pomóc w przyklejaniu się do ścian, proponując im klej, ale na szczęście było to rozwiązanie czysto teoretyczne, a małe jaszczurki bardzo szybko opanowały tę umiejętność. Było też ostre kibicowanie i wskazywanie im drogi do domu, za klimatyzator, które trwało dobre kilkadziesiąt minut i nie zakończyło się się sukcesem.

Spotkanie 3. Żaby

Najchętniej urzędują w łazience na parterze. Nie przeszkadzają sobie gdy nas widzą i my także im nie przeszkadzamy. Nie mamy pojęcia którędy wchodzą i wychodzą, ale znikają tak szybko jak się pojawiają.

Spotkanie 4. Mrówki

Wiedzieliśmy od zawsze, że pod żadnym pozorem nie można zostawiać na dłużej resztek jedzenia. Szczególnie słodkiego. Ale zachowanie ekstremalnej czystości z trójką dzieci, które kochają słodycze (ciekawe po kim to mają…), jest niemalże niemożliwe. Dlatego parokrotnie po powrocie do domu zwalczaliśmy całe zastępy mrówek. Dziesiątki, a nawet setki! Nie mamy specjalnej broni. Pryskamy sprey’em do czyszczenia kuchenek, podłóg, kafelków albo toalet. Zależy, który z nich mamy pod ręką i akurat na stanie. Działa natychmiastowo. Do następnej ich wizyty.

Spotkanie 5. Pszczoły

Przed drzwiami wejściowymi było ich zawsze sporo. Nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie stacjonują, do pamiętnego wieczoru tuż przed Wigilią. W pewnym momencie wysiadły korki. Kiedy zajrzeliśmy do znajdującej się na zewnątrz skrzynki bezpiecznikowej znaleźliśmy odpowiedź nie tylko na pytanie- dlaczego nie ma prądu ale i skąd tutaj tyle pszczół. Bezpieczniki były kompletnie zwęglone i dymiące, a obok nich przyczepione były okazałe plastry miodu. Kiedy zjawił się elektryk i wymieniał skrzynkę zlikwidował też ich gniazdo. Nie na długo. Dziś, w tym samym miejscu jest juz nowe.

Jest też pokaźna grupa innych żyjątek, których nazw nie znamy. Skaczą, latają, biegają. Mimo, że nie czujemy z nimi bliskiej więzi emocjonalnej, śpią z nami w łóżku, okupują kąty sypialni, towarzyszą nam podczas prysznicu. Żyjemy w pokoju. Taki mamy klimat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s