W powietrzu dokoła unosi się okropny zapach suszonych ryb, słodki aromat mięsa wiszącego w upale na hakach i podgniły swąd starych warzyw wyrzuconych pod parkanem. I w takich właśnie okolicznościach siedzimy na kamiennych półkach kramów i jemy świetne, prawdziwe indyjskie drugie śniadanie. 

Średnio raz w tygodniu jeździmy do Margao na bazar po owoce i warzywa i zazwyczaj podczas tej wyprawy jemy drugie śniadanie. Początkowo były to wyjmowane z plecaka krakersy czy herbatniki, ale odkąd odkryliśmy jedną z wielu tu, bazarowych garkuchni, z której korzystają przede wszystkim lokalni sprzedawcy, nie jemy już nic innego. Smak podawanych tu porannych przekąsek jest nie do podrobienia. 

Pierwszą rzeczą, którą zawsze zamawiamy jest czaj. Nalewany z termosu, niemalże wrzący. Gęsty, mocny, słodki jak ulepek, obowiązkowo z robiącym się po dwóch minutach, kożuchem. Jest to zapewne zalana wrzątkiem Nilgiri lub Assam. Bierzemy też oczywiście dla dzieciaków. One jeden czaj zawsze muszą wylać i się poparzyć, ale o dziwo nigdy z niego nie rezygnują i za każdym razem jak tu jesteśmy proszą o swoją herbatę. 

Chwilę później, na kamiennych schodkach na których siedzimy, lądują masala balls, czyli smażone na głębokim oleju kulki, nadziewane mieszanką ziemniaków, ciecierzycy, świeżej kolendry, chilli i przypraw. Tego po prostu nie można przestać jeść.

Obok pakora, czyli cebula w cieście z mąki z soczewicy. Można jeszcze wziąć sambar, czyli poranną zupę, która jest w stanie wypalić dziurę w podłodze lub mirchi, czyli zielone papryczki smażone w cieście o podobnych walorach smakowych co sambar. Tego raczej nie ma co dotykać, bo po porannych kulkach z masalą już i tak mamy ostro.

Po tych kilku daniach na rozruch, jak tylko znajdziemy miejsce, możemy zjeść poranny deser. Do wyboru oczywiście wypieki z głębokiego oleju. Dwa rodzaje pączków: podłużne, nadziewane czymś słodkim i o bliżej nieokreślonym pochodzeniu i okrągłe całkiem podobne do naszych, tylko jakby niedopieczone. Obie wersje oczywiście najchętniej wybierane przez Zośkę i Gustawa.

Niestety akurat tutaj nie ma najlepszej wersji słodkiej przekąski, nazywanej sweet bun albo sweet puri. To coś, co przypomina wielkością nasze racuchy. Ciasto na ten frykas może być mieszane z bananami, lub jak w naszej przydomowej garkuchni, tylko z prażonym kuminem, co daje im wspaniały cytrynowy posmak. To wszystko oczywiście ląduje na głębokim oleju. Im mocniej usmażone, tym lepsze. Jeśli nie jedziemy na bazar, takie tłuste bułeczki kupujemy w naszej wsi. Dostajemy je jeszcze gorące, owinięte we wczorajszą gazetę.

Powinniśmy zamówić jeszcze samosy, czyli charakterystyczne stożki z ostrym i mocno przyprawionym ziemniaczanym nadzieniem, ale akurat już ich nie było.

To co jemy na targu, to coś w rodzaju małych przekąsek, jak mówią na nie Hindusi „indian snacks”. Gdybyśmy nie byli na bazarze, tylko zdecydowali się na śniadanie w jednej z miejscowych knajpek, poranną porą moglibyśmy zamówić masala dosę, czyli podobną jak wyżej mieszankę ziemniaków z przyprawami w ogromnym naleśniku z ciasta z fermentowanej soczewicy lub ryżu. Podaje się ją z dwoma sosami. Czerwonym, ciepłym sambarem i równie ostrym, ale zimnym sosem z kokosa i przypraw. Mistrz! Podobnie jak słodka siostra masala dosy- coconut dosa. Z surowym miodem, jogurtem i świeżo tartym kokosem.

Hindusi zazwyczaj rano proszą pav baji lub puri baji, którego podstawą jest czyli ostry i bardzo aromatyczny sos z ciecierzycą, a do tego pszenna bułka (pav), lub mały, smażony na głębokim oleju, naleśnik (puri).

Na oddzielną śniadaniową uwagę zasługuję idli, czyli gotowane na parze bułeczki z fermentowanego ryżu i soczewicy. Podawane zazwyczaj w taki sam sposób jak dosa, czyli z sosem masala i sosem z kokosa. Idli to chyba najbardziej dietetyczne poranne danie w Indiach. Jedno z nielicznych, które nie opływa w tłuszcz i nie ma kontaktu z rozgrzanym olejem.  

Wracając na targ, po takim zamówieniu, przychodzi czas na zapłatę. Za śniadanie dla czterech dorosłych osób (byliśmy jeszcze z dwójką znajomych) i dla naszych dzieci zapłaciliśmy 140 INR, czyli 8 złotych.

Jedna myśl na temat “Targ śniadaniowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s