Im mniej, tym więcej. Tymi słowami można opisać największą naszą zdobycz w refleksjach nad wychowywaniem dzieci. Umiar, o który zabiegamy od lat w naszym codziennym życiu, okazał się bardzo pomocny także w życiu naszej dziatwy. Dzisiaj będzie o zabawkach, które zalegają w większości domów kiedy pojawiają się w nich dzieci. My mówimy STOP. 

Szykując się do Indii spakowaliśmy ich świat w dwa malutkie plecaki. Zarówno Zośka jak i Gucio, poza przekąskami na drogę, wyposażeni zostali w komplet mazaków, kredek, małych, kolorowych karteczek, opakowanie balonów, samochodziki, kilka sztuk plastikowych zwierzaków, które dostali w gratisie przy kasach w jednym z dyskontów oraz kilka zabawek dodawanych do hamburgerów w fast foodzie (tak wiemy, ale my rzadko 🙂 ).

Z takim bagażem wsiadali do samolotu (wykluczając przekąski, które zjedli jeszcze na lotnisku) i taki bagaż mają do dziś. Podczas naszego pobytu w Indiach pakują swoje rzeczy do plecaków, zabierają je na plażę, spacery, bawią się nimi w domu. Plecaki, poza funkcją małej szafki pełnią też jeszcze jedną, istotną rolę. Dają poczucie bezpieczeństwa. Po pierwsze, są tak kolorowe, że widać dzieciaki z daleka, po drugie mają wbudowane smycze, dzięki którym można mieć maluchy blisko siebie. Prowadzanie człowieka na smyczy może wydawać się niektórym kontrowersyjne, jednak są chwile, szczególnie w dużych skupiskach ludzi, że są bezkonkurencyjne.

Do zabawek z plecaka nasze dzieci codziennie wracają. Ale często wspólnie szukamy czegoś nowego. Nie kupionego w sklepie, ale zrobionego na potrzebę chwili. Tak jak my kiedyś, gdy nie mieliśmy zbyt wiele, robiliśmy szałasy z koca, samochodowe tory z papieru toaletowego, czy domki dla lalek z kartonu po butach. Właśnie puste kartony dają nam tu masę możliwości. W zależność od aktualnej chęci, stają się wyścigowymi samochodami (jedno siedzi w środku, drugie szybko pojazd prowadzi), samolotami (do których mieści się zarówno pilot jak i stewardessa), pociągami (które się ze sobą ścigają). Papierowe pudła są też kolorowane, wycinane, ozdabiane. I ilość ich możliwości chyba nigdy się nie kończy.

Ponieważ i Zośka i Gutek to wulkany energii, codzienne, wielokilometrowe spacery, bieganie po plaży, skakanie przez fale czy pływanie, to dla nich wciąż za mało. Od czasu do czasu fundujemy im więc domową ścieżkę zdrowia. Do podłogi w salonie i kuchni przyklejamy brązową taśmę robiąc tor przeszkód. Co kilka minut zmieniamy konkurencję i kolejność, wymyślamy nowe przeszkody. Oboje to uwielbiają. I zdecydowanie mogą się w to bawić znacznie dłużej niż my.

Świetnie sprawdza się też tworzenie samemu papierowych lalek, które mogą wymieniać się między sobą nie tylko strojami ale i nogami, rękami czy głowami. Samo ich przygotowanie jest już niezłą zabawą. Niestety, ten rodzaj handmade’u ma to do siebie, że części szybko się niszczą i gubią, tak więc zazwyczaj nie cieszymy się tym rodzajem aktywności zbyt długo.

Wyzwaniem było Halloween. Ponieważ dzieciaki były wyjątkowo podekscytowane na myśl o tym, że wraz z innymi maluchami mieszkającymi niedaleko nas będą się bawić, chodzić od domu do domu i prosić o cukierki, postanowiliśmy samemu jak najlepiej ozdobić nasze mieszkanie. Przez kilka dni siadaliśmy wraz z nimi do stołu i przy pomocy papieru, kleju, nożyczek, taśmy, worków na śmieci i rolek po papierze toaletowym stworzyliśmy coś naprawdę oryginalnego. Tak bardzo, że przed domem raz na jakiś czas zatrzymywali się przechodnie by nam pogratulować i zrobić zdjęcia naszego dzieła.

Kiedy rysowanie, kolorowanie, pisanie, wycinanie, naklejanie i tym podobne aktywności naszym maluchom się nudzą, pojawia się potrzeba stworzenia nowych zabaw przy użyciu tych samych zabawek. Przez pół dnia robimy więc np. kolekcję ubrań i nakryć głowy, zrobionych z pękniętych balonów. To wystarcza, żeby drugie pół dnia nasze modelki i modele wymieniały się strojami, dzieciaki miały wielką frajdę z wciskania na nie kolorowych sukienek (co wcale nie jest proste) a my z tego, że znów świetnie się razem bawimy.

Niewyobrażalna była radość Zośki i Gutka, gdy szóstego grudnia każde z nich odkryło pod swoją poduszką zabawkę-przytulankę. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy naszych dzieci bawiących się z taką radością jedną zabawką przez długie miesiące. Nie wiedzieliśmy, że potrafią tęsknić za nią gdy wychodzą bez niej, wracać do niej z uśmiechem, być przy niej i otaczać opieką. Nie pamiętamy też, by w Polsce chodziły do łóżka z pluszakiem pod pachą i codziennie zasypiały w jego objęciach.

Jesteśmy pewni, że większość schowanych w warszawskiej piwnicy zabawek nigdy z powrotem nie trafi do naszego mieszkania. Zdecydowanie ograniczymy ich liczbę. I z pewnością nie kupimy kolejnych. Ten dotychczasowy przesyt, nadmiar, z którym codziennie walczyliśmy szukając dla niego przestrzeni, nie dawał nam spokoju. Tym bardziej, że w przeważającej większości, jakość zabawek, którymi się bawili pozostawiała wiele do życzenia. To pułapka, w którą wpadliśmy jak większość rodziców- no bo czemu nie kupić bez okazji byle drobiazgu, dzięki któremu na kilka minut zrobi im się miło? Dlaczego odmówić im przyjemności wybrania przy kasie kolejnej taniej książeczki czy malowanki? A to dlatego, że takim zachowaniem konsekwentnie niszczymy w nich umiejętność przeżywania prawdziwej radości dotyczącej zabawek, a tym samym budujemy potrzebę posiadania tu i teraz wszystkiego tego, co kompletnie niepotrzebne. Teraz już to wiemy.

Zabawne, jak niewiele potrzeba do szczęścia.

2 myśli na temat “Toy Story

  1. właśnie o takim odzabawkowaniu marzę 😉 oczywiście codziennie coś się rysuje i często tworzy przeróżne rzeczy bo mała to lubi i ma sporo pomysłów, ale niestety wciąż ulegamy słowom: „mamooo, a to jest takie super i takie potrzebne i w ogóle i w szczególe”, a tak naprawdę po chwili to ląduje w kącie, z którego się już wylewa… ale wydać komuś też nie można bo przecież to jest ukochana zabawka…

    Polubienie

    1. Mieliśmy dokładnie to samo. Po długich rozmowach i wzruszających pożegnaniach systematycznie wywoziliśmy spakowane zabawki do domów dziecka i fundacji. Odkąd jesteśmy w Indiach wiemy, że zabawkowy minimalizm to najlepsze co nas i nasze dzieci może spotkać. Wydaje nam się, że mechanizm „odstawienny” mamy za sobą choć powrót do Warszawy może nas zaskoczyć… Będziemy walczyć 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s