W naszej rodzinie zawsze był jakiś problem z nakryciami głowy. Warszawska mama miała słabość do toczków i szyła je przy każdej ważniejszej okazji rodzinnej. Mama kielecka postawiła na rozczesane afro w PRL-owskim wydaniu, a takim fryzurom jak wiadomo czapki szkodziły. Z ojcami nie było lepiej. Kielecki twierdził, że nie nosił czapki, bo nie było dla niego rozmiaru, z kolei warszawski najczęściej sięgał po kaszkiet, a w listopadzie, o zgrozo, wyciągał z szafy czapkę z kreta.

Jedno z nas do tej pory cierpi na samo wspomnienie dotyczące drapiącej w twarz wełnianej kominiarki, którą zmuszane było nosić w dzieciństwie. Odkąd pojawił się u nas zielony kapelusz, piszemy nowy rozdział nakryć głowy w naszej rodzinie.

Gdy 2 lata temu byliśmy w Indiach, nosiła go dwuletnia Zośka. Teraz, zakłada go dwuletni Gutek. 
Zieloną czapkę dostaliśmy dawno temu, jeszcze przed narodzinami naszego pierwszego dziecka chyba od Marcina siostry. Czapka, jak czapka, pewnie się przyda, pomyśleliśmy. Pierwszy raz założyliśmy ją Zośce w styczniu 2018 roku w Indiach. Wtedy się okazało, że jest dwustronna- z jednej strony zielona, z drugiej w fioletowo-różowo-zieloną kratę. Ponieważ oboje nie przepadamy ani za różem ani fioletem, wybór był oczywisty. Tym bardziej, że intensywny kolor sprawiał, że nasze dziecko było świetnie widoczne nawet z daleka. I tak, gdy Zocha ją pierwszy raz założyła, nosiła przez kolejne miesiące, aż z niej wyrosła. A w indyjskim słońcu, dzieci rosną jakby szybciej niż w polskim.

Naturalną koleją rzeczy było więc, że tak jak większość ubrań po siostrze, Gutek przejmie i czapkę (jako dowód załączamy zdjęcia, na których występują te same części garderoby). Zabraliśmy ją ze sobą w naszą indyjską podróż.

I nie byłoby pewnie w tej historii nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ta czapka jest w jakimś sensie wyjątkowa. Po pierwsze, noszona jest przez nasze dzieci tylko w Indiach. Po drugie, nie sposób zliczyć ile razy została zgubiona, ile razy maluchy gdzieś ją zostawiły, ile razy im wypadła. I jakoś dziwnym trafem zawsze do nas wraca. Nawet, kiedy zdążymy się już pogodzić z jej stratą.

Po tylu miesiącach bardzo aktywnego używania, podróżowania w ekstremalnych warunkach, moczenia w słonej wodzie i prażenia na słońcu, nieskończonej ilości prań nadal jest. Co prawda już w nieco mniej intensywnym zielonym kolorze. I ma się świetnie, choć powoli robi się na głowę Gucia zbyt mała. Za nieco ponad rok Franka będzie miała dwa lata. I raczej nie mamy wątpliwości gdzie wtedy będziemy i co będzie miała na głowie.  Jeśli oczywiście do tego czasu na dobre się nie zgubi (czapka, nie Franka).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s