Sa tacy, którzy brazylijski karnawał porównują z tym tutaj. To oczywiście porównanie bardzo mocno przesadzone. Nie mniej jednak Hindusi mieszkający na Goa bawić się potrafią i to raczej grubo. Świętowanie tuż przed postem trwa kilka dni, a kolorowy korowód przejeżdża zarówno przez większe jak i te nieco mniejsze miejscowości.

W naszym domu od rana nie mówi się o niczym innym. Dziś po południu „idziemy na karnawał”. Gustaw, co się praktycznie nie zdarza, sam budzi się z południowej drzemki, bo nie może się już doczekać. Po obiedzie wsadzamy go do wózka i zapinamy, dla własnej wygody i jego bezpieczeństwa. Przecież wystarczy dosłownie chwila, żeby nam uciekł i świetnie bawił się gdzieś w innym towarzystwie. Franka, nieświadoma co ją czeka buja się jak gdyby nigdy nic w nosidle. Zośka, trochę obrażona, że nie pozwoliliśmy jej założyć stroju czarownicy, który miała na sobie na Halloween, idzie z ciekawością w miejsce, gdzie za chwilę ma się wszystko rozpocząć.

Godz. 15.30. Środek wioski. Najpopularniejsze skrzyżowanie, tuż przy muzułmańskim supermarkecie, stanowiskiem z tybetańskimi pierożkami, apteką i niemiecką piekarnią. To właśnie tu zbiera się tłum, żeby wspólnie się bawić i podziwiać, biorące udział w lokalnym konkursie najciekawsze platformy i najlepsze przebrania. Zaraz się zacznie. Ruch powoli gęstnieje, na ulicy parkuje coraz więcej ogromnych, kolorowych wozów a między nimi na skuterach lub w mniejszych samochodach jadą inni przebierańcy.

Jest też cała masa policji, której na codzień nie ma tu w zasadzie wcale. Dobrze, że są na miejscu, bo właśnie przed nami zatrzymują jadącego na skuterze pijanego kierowcę, który ledwo trzyma się na nogach. Ich akcja nie ma nic wspólnego z szybkim i skutecznym obezwładnieniem zagrażającego innym, człowieka i zabezpieczeniem pojazdu. Skuter, z włączonym silnikiem przez długie sekundy wbija się jeszcze w tłum kilka metrów od nas. Nikomu nic się nie dzieje. My, zmieniamy jednak miejsce.

Wycie klaksonów, pisk trąbek, strzały kapiszonów, głośna muzyka z mobilnych głośników. Hałas, który mógłby zniszczyć nie jeden słuch, najlepiej wpływa na Frankę, która aż skacze w nosidle z radości, śmiejąc się przy tym w głos. Ma też na co popatrzeć. Przed jej oczami poruszają się wolno ogromne, kolorowe platformy z wymyślnymi konstrukcjami. Jest impreza. A to akurat, wszystkie nasze dzieci uwielbiają. Ludzie krzyczą, śpiewają, tańczą. Ktoś oblewa wodą, ktoś sypie brokatem, jeszcze inny podbiega i maluje nas kolorowym proszkiem. Szaleństwo na całego. Franka krzyczy z zachwytu, a ludzie przystają by zrobić jej w tym szale zdjęcia.

Cała wieś się bawi. Sklepy, restauracje, apteki, kramy na czas parady są zamknięte. Wszyscy chcą obserwować przemierzający główną ulicą korowód i podziwiać pomysłowość twórców pracochłonnych pojazdów i dopracowane do perfekcji, oryginalne stylizacje. Tłumy gromadzą się przy bramach, na balkonach swoich domów, wychodzą na drogę. Dorośli, bawią się jak dzieci. Głośno i na całego. Pomaga im oczywiście, popijany z plastikowych kubeczków, alkohol. Co z resztą, większość osób robi tu już od rana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s