Dla kogoś, kto Indie ogląda z daleka, jest to kraj wszechogarniającego brudu, klejącego syfu i bakterii. Najgorzej pewnie jest na podłodze. To tam z brudem spotyka się robactwo i przyniesione z ulicy nieczystości. Tak się składa, że ostatnie 5 miesięcy spędzamy w naszym domu właśnie na podłodze, a przewodnikiem jest najmłodsza córka, Franka.

Pomogła nam w tym mata, która przez trzy miesiące była punktem centralnym naszego domu. To tu, najczęściej się bawiliśmy, czytaliśmy książki, tu toczyły się najciekawsze, rodzinne dyskusje, odbywały najfajniejsze zabawy i najgłośniejsze kłótnie naszych dzieci.

Była prezentem bożonarodzeniowym dla Franki. Bardzo praktycznym. Zależało nam na tym, żeby nasza ośmiomiesięczna wówczas córka, nauczyła się siedzieć, a gdy straci równowagę, nie uderzała głową o kafelkową podłogę. W amortyzowaniu upadków sprawdziła się doskonale.

W ciągu tych kilku miesięcy, Franka nie tylko nauczyła się siedzieć, raczkować i wstawać. Konsekwentnie rozwijała też umiejętności sensoryczne, ćwicząc rwanie i niszczenie swojego prezentu. A my przy okazji ćwiczyliśmy swój refleks, w wyciąganiu z jej buzi, kawałków porozrywanej maty.

Z zamówionej przez internet za 500 INR, czyli 27 zł, kolorowej maty, korzystaliśmy wszyscy. My, najczęściej rozciągaliśmy na niej plecy. Zośka, głównie ćwiczyła fikołki, przewroty i skoki, a Gustaw urządzał na niej swoje własne, pomysłowe zabawy m.in z kuchenną tarką w roli głównej…

Ponieważ mata była dwustronna, dawała bardzo wiele możliwości. Litery i obrazki z jednej strony, pomagały dzieciakom uczyć się alfabetu. Plaża, po drugiej stronie rozbudzała wyobraźnię. Zośka z Gutkiem udawali, że wskakują do wody, opalają się na piasku, ganiają kraby i zbierają muszelki. Była też świetnym miejscem do przewijania i karmienia. W wielu, różnorodnych pozycjach. Pare razy zdarzyło się też, że stawała się dla któregoś z członków naszej rodziny tymczasowym miejscem do spania.

Mata kilku dni temu przestała pełnić swoje funkcje a zaczęła stwarzać problemy. Przede wszystkim Franka już więcej biega (raczkuje) za rodzeństwem niż na niej siedzi. Poza tym, porozrzucane po całym domu strzępy, wielkie dziury na jej środku, a także nowy pomysł na zabawę w naleśnika (jedno z dzieci zawija się w matę i turla po podłodze nie bacząc na to co wokół) przesądziły jej los.

A tak na marginesie, sprzątamy regularnie, tak jak się zazwyczaj w domu sprząta. Nasza podłoga czasem nawet lśni i pachnie. Ten stan nie utrzymuje się jednak zbyt długo. Mimo wszystko, nie rezygnujemy z parteru. Jesteśmy z nim bardzo związani. Tak bardzo, że nie raz widzieliśmy jak nasze najmłodsze dziecko z prawdziwą radością liże kafelki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s