Do Indii? Z takim małym dzieckiem? Nie boicie się? A jak się coś stanie? Jak zachoruje? Czy wy żeście zwariowali? To nie pierwszy raz gdy słyszymy takie obawy. Rozumiemy je. Jednak nie uważamy się za osoby nieodpowiedzialne. Wiemy, że podróżowanie z dziećmi, szczególnie małymi, niesie ze sobą ryzyko. Dlatego za każdym razem, gdy gdzieś jedziemy, staramy się zredukować je do minimum i odpowiednio się do tego przygotowujemy.

Przede wszystkim robimy szczepienia. Nam i naszym dzieciom. To podstawa. Zarówno te obowiązkowe jak i zalecane według polskiego kalendarza szczepień. Dlatego, żeby wyjechać, czekaliśmy aż Franka będzie miała skończone 5 miesięcy i wszystkie konieczne zastrzyki za sobą. Starszym dzieciom zafundowaliśmy dodatkowo szczepienie na dur brzuszny i żółtaczkę typu A.

Gdy tu przyjechaliśmy Zośka miała 4,5 roku, Gutek 2,5 a Franka 5 miesięcy. Jasne jest, że dzieci w tym wieku nie mają żadnych zahamowań przed dotykaniem absolutnie wszystkiego i wkładaniem rąk do buzi. Nie staramy się z tym walczyć. Oczywiście, przypominamy starszym o „wyjęciu dłoni z ust” i o myciu rąk, a sami kilka razy dziennie przecieramy i przemywamy Frankę niemalże od stóp do głów. O wszechobecnym brudzie w kontekście dzieci już z resztą pisaliśmy wcześniej. Bardzo go lubimy.
https://high-five.pl/2020/02/22/wrazen-w-brod/

Poza oczywistym ubezpieczeniem podróżnym dla każdego z nas, znaleźliśmy też lokalnego lekarza, do którego chodzimy za każdym razem gdy coś nas niepokoi. Ponieważ, dla naszej najmłodszej córki pobyt w Indiach to czas bardzo wielu wydarzeń i zmian takich jak ząbkowanie, rozszerzanie diety, pierwsze próby siadania, wstawania i chodzenia, mamy zawsze tuż obok siebie kupiony w miejscowej aptece paracetamol w syropie. Na wypadek większego czy mniejszego bólu. Mamy też znalezione na indyjskiej stronie internetowej gryzaki, w tym taki, który okazał się czymś znacznie więcej. Poza wbudowaną grzechotką, ma jeszcze specjalny smoczek z dziurkami, do którego można włożyć jedzenie. Dziecko ssie więc wszystko to, co niezbędne, zachowując przy tym czystość i porządek. Prosty w obsłudze i łatwy w myciu. Wynalazek doskonały. Do tej pory w Polsce z czymś takim się jeszcze nie spotkaliśmy.

Wcześniej, jeszcze przed przylotem do Indii pomyśleliśmy o krzesełku do karmienia z Ikei. Wysłaliśmy je sobie więc z Polski paczką. To był świetny pomysł. Bez takiego krzesełka byłoby nam zdecydowanie ciężej. Franka chętnie siedzi z nami przy stole, eksperymentuje z jedzeniem, trochę je, trochę się bawi, choć są i takie chwile kiedy woli sobie pobyć sama, w czym jej zupełnie nie przeszkadzamy.

Zdecydowanie najwygodniejsze w przypadku Franki jest to, że ponieważ w dalszym ciągu jest karmiona piersią, może jeść zawsze i wszędzie, gdziekolwiek się aktualnie znajdujmy. Ona z tego rozwiązania korzysta wyjątkowo chętnie, a i my nie widzimy powodów, żeby z niego rezygnować. Konsekwentnie od 6 miesiąca jej życia, rozszerzamy też dietę o coraz to nowe produkty.

Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego wyjazdu do Indii, gdy Gutek miał 6 miesięcy a Zocha 2,5 roku, tym razem nie braliśmy ze sobą ani leków ani żadnych środków higienicznych. Wszelkie niezbędne leki są w czynnej codziennie aptece. Pieluchy, kupić można w zasadzie wszędzie, przynajmniej dwa razy taniej, a jakością nie odbiegają od tych z polskich półek. Podobnie z mokrymi chusteczkami. Są też jednorazowe maty do przewijania a także, coś, czego do tej pory nie używaliśmy – maty wielorazowe. Kolorowe, mocne i nieprzemakalne. Świetnie sprawdzają nam się nie tylko w roli przewijaka, ale i małego kocyka do siedzenia czy leżenia.

Urządzenie, bez którego nie ruszamy się od kilku lat nawet kilka kilometrów za Warszawę to bujający się leżak marki Babybjorn. Jest tak solidny, że przetrwał Zośkę, Gutka (wraz z trzymiesięcznym pobytem w Indiach), a teraz dzielnie znosi ciężar Franki. Co prawda, materiał nieco się sprał i gdzieniegdzie przetarł (co w zasadzie nam nie przeszkadza), ale tuż przed wyjazdem kupiliśmy zapasowy pokrowiec na wypadek gdyby ten pierwszy podarł się całkowicie. Franka uwielbia w nim siedzieć, leżeć, spać i się bujać. My mamy zawsze pod ręką idealne miejsce by ją odłożyć i kompletne poczucie bezpieczeństwa. Nie tylko ze względu na solidne zapięcie ale i ergonomiczny kształt, który pozwala dziecku prawidłowo się rozwijać.
Mamy też nosidło tej samej firmy, które służy nam tak samo długo i chyba nie musimy nikogo specjalnie przekonywać, ze to idealny sprzęt na każdą podróż. Wygodny dla wszystkich członków rodziny i to w każdej sytuacji i pozycji.

Podróże z dziećmi są fantastyczne. Wszyscy uczymy się wiele o świecie i o sobie nawzajem. Naszym zdaniem, im mniejsze dziecko, tym wyjeżdżać łatwiej. Bo zawieszony na piersi słodki ciężar, ciężki jeszcze nie jest, a co najważniejsze, nie ucieka. Bo jedzenie mamy zawsze dosłownie pod ręką. Bo potrzeby niemowlaka ograniczają się do kilku podstawowych rzeczy- jeść, spać, przytulać, ciepło, zimno, siku, kupa. Bo dzieci do dwóch lat za bilety w większości linii lotniczych nie płacą- płacą jedynie podatek (wyjątek stanowią tanie linie lotnicze, gdzie cena za malucha jest stała i niestety często znacznie wyższa niż bilet dla dorosłego).

Poza tym nie ma powodu, żeby okradać własne dzieci z takiej ilości wrażeń, emocji i bodźców, tylko dlatego, że hodujemy w sobie jakieś lęki (często na własne życzenie). Wychodzimy z założenia, że naszym obowiązkiem jest zarażanie naszych dzieci ciekawym życiem, pokazywanie im różnych odcieni rzeczywistości, nieustające pobudzanie wyobraźni i pozwalanie im na jak największą samodzielność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s