Czy pamiętacie odznakę „Już pływam” (pytanie dla tych z rocznika około 80-tego)? Dawano ją w drugiej klasie podstawówki po półrocznym chodzeniu z klasą na basen. U nas też od semestru jesienno-zimowego trwa nauka pływania. W klasie jest Zośka, Gustaw i czasem na chlapanie nogami dołącza Franka.

Gdy szukaliśmy domu w Indiach, wcale nie myśleliśmy o osiedlu z basenem. No ale jak już okazało się, że w miejscu, które ostatecznie wybraliśmy jest całkiem pokaźne miejsce do pływania, nie byliśmy specjalnie przeciw. Pierwszego dnia pobytu, gdy tylko nasze dzieciaki zaczęły się rozpakowywać, najważniejszymi przedmiotami, które wyciągnęły z plecaka, okazały się być rękawki i koło ratunkowe. Był wieczór i robiło się ciemno, więc nie była to najlepsza pora na pływanie, ale krótki spacer wokół naszej małej pływalni musiał się odbyć. Następnego dnia rano, Zośka i Gutek obudzili się z jasnym i konkretnym planem, tak więc chwilę po śniadaniu już bawiliśmy się w wodzie.

Od pierwszego dnia nasza grupa była oczywiście podzielona na stopnie zaawansowania. Najstarsza Zośka, była już kiedyś na zajęciach nauki pływania (a konkretnie na jednej lekcji), których raczej nie polubiła. Na swoje pierwsze wodne dystanse wybrała brodzik. Gustaw nie miał jeszcze przyjemności na basenie i był wyjątkowo odważny w swoich akrobacjach, aż do momentu gdy zanurzył całą głowę i na jakiś czas, porządnie zraził się do wody. Franka po kilku minutach pływania, z przyjemnością z niej zrezygnowała i przez resztę czasu w zupełności wystarczyło jej moczenie stóp w mniejszej części basenu.

Tak zaczęła się nasza przygoda z nauką pływania. Scenariusz następnych dni na basenie wyglądał tak, że któreś z nas zostawało z Franką na brzegu, dbając też o muzykę z tuby, a drugie ogarniało młodych uczniów. Zośka na początku pływała z rękawkami, a Gustaw oprócz rękawków wskakiwał też w nadmuchiwane koło. Oczywiście nie było żadnej nauki, tylko pluskanie i dobra zabawa. Z upływem czasu, zauważyliśmy jak Zośka coraz częściej zostawia jeden z rękawków na brzegu, a Gustaw chętnie rezygnuje ze swoich i zostaje w wodzie w samym kole. Z czasem także Franka coraz śmielej i chętniej się kąpała.

W końcu dzieciaki mały basen coraz częściej zamieniały na ten duży i głęboki. Zaczęło się skakanie z brzegu do wody, nurkowanie z zatkanym dłonią nosem i przepływanie samodzielnie całkiem niezłych jak na nie dystansów. Cały ten progres osiągnęły tylko poprzez wodne igraszki i zabawę, a nie żaden systematyczny program ćwiczeń. Warto dodać, że maluchy miały basen na zmianę z oceanem, przed którym na początku czuły dużo większy respekt i strach, a który dzisiaj jest dla nich tak samo przyjaznym środowiskiem jak nasz mały brodzik.

Wyjedziemy stąd z małymi wodnikami. Smutno nam się robi, na myśl że w Warszawie basen będzie raczej okazjonalnym wyjściem i raczej nie dla całej naszej grupy jednocześnie. Nie pozostaje nam chyba nic innego jak szukać pomysłu na pomieszkanie tu jeszcze jakiś czas …

Jedna myśl na temat “No to chlup!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s