I ona i my zapamiętamy ten weekend na zawsze. Beata właśnie wraca do Londynu. My zostajemy. Nie wiemy na jak długo, choć jasne jest, że nasz zaplanowany na 28 marca lot powrotny na pewno się nie odbędzie. Na jutrzejszy czarter z Delhi do Warszawy też się nie załapiemy, a informacji o kolejnym locie z Indii póki co brak.

Przyjechała w piątek późnym popołudniem. Wyjechała w poniedziałek wieczorem. Ze strachu przed zamknięciem brytyjskich granic, wiszącym nad nią widmem kwarantanny i z powodu zwykłej konieczności. Jej zaplanowany na 28 marca lot powrotny do Londynu przez Bahrajn stał się niemożliwy. Bahrajn odmówił przyjęcia osób, które przez ostatnie dwa tygodnie przebywały m.in. na terenie Wielkiej Brytanii. Beata musiała więc szukać nowego połączenia. Nikt z nas nie spodziewał się jednak, że dobry lot znajdzie się tak szybko. Goa – Bangalore – Londyn. Szybki i pewny, dzięki któremu dziś o godz. 11 czasu londyńskiego, będzie już u siebie.


Każdy z nas ma oczywiście niedosyt. Ona pewnie największy. Nie mamy jednak poczucia straconego czasu. Jak na trzy pełne dni, wykorzystaliśmy je należycie. Całkiem nieźle przeszliśmy razem naszą wioskę, odwiedziliśmy pobliskie miasteczko, pokazaliśmy nasze ulubione miejsca i tu i tam. Mieliśmy czas na świetne jedzenie, basenowy relaks i fajne chwile na plaży. Dzieci zdążyły ciocię trochę wymęczyć, a ta, pare razy miała szansę mieć ich już dość. Ale pierwotny plan był inny.

Od wczoraj staramy się odwołać nasz pobyt w Bombaju. Na razie ani rezerwacja hotelu ani lotów do i z Bombaju nie podlega bezpłatnemu anulowaniu. Robimy co możemy, żeby jednak cokolwiek nam zwrócili, albo przynajmniej pozwolili bezkosztowo zmienili termin i trasę lotu. Prędzej czy później będziemy przecież musieli spakować nasz majdan i polecieć do Delhi, skąd odbywają się loty powrotne do Polski.

Zdecydowaliśmy się nie gnać na łeb, na szyję do Delhi na zaplanowany na jutro czarter do Warszawy. Zamknięcie tu w ciągu kilkunastu godzin, pół roku życia, choć oczywiście możliwe, kosztowałoby nas zbyt dużo. Nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim emocji, których i tak nam nie brakuje. Podjęliśmy decyzję, że zostajemy do kolejnego zorganizowanego przez polski rząd transportu, o ile taki będzie. Niepokoją nas bowiem wpisy pracowników LOTu, którzy buntują się wobec sytuacji przebywania w samolocie ze zwożonymi z Azji pasażerami w sytuacji kiedy zamknięte są granice, a Polakom zaleca się nie wychodzenie ze swoich domów. Nie pomaga też niepewność związana z tym, co za chwilę zrobi rząd Indii. Krążą pogłoski o zamykaniu granic między poszczególnymi stanami oraz o zamknięciu granic państwa. Od jutra zamknięte są granice dla większości cudzoziemców. Potwierdzonych przypadków koronowirusa jest tu co prawda mniej niż w Polsce, ale to nic nie znaczy. Dochodzą do nas też informacje, że Hindusi za zaistniałą sytuację obwiniają turystów, którzy są tu w niektórych miejscach coraz mniej mile widziani. Tak czy inaczej lepiej nie zostawać tu zbyt długo. Do Goa za chwilę przyjdą niemiłosierne upały, a potem ulewne deszcze. Pogodowy raj powoli zamieni się w piekło.

Nasze życie po powrocie do Polski też nie rysuje się optymistycznie. Najpierw obowiązkowa, dwutygodniowa kwarantanna. Potem oboje musimy jak najszybciej znaleźć pracę bo od maja nie będziemy mieli żadnych przychodów. W kraju, gdzie wprowadzony jest stan wyjątkowy (i niewiadomo jak długo potrwa), odbywa się raczej niewiele rekrutacji i rozmów o pracę, więc wygląda na to, że przez jakiś czas będziemy bezrobotni i wolni od obowiązkowych zajęć.

3 myśli na temat “Ewakuacja do Londynu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s