No więc trochę jesteśmy i trochę nie jesteśmy. Przyzwyczajeni przez ostatnie pół roku do przestrzeni, przyrody i generalnie braku jakichkolwiek ograniczeń, właśnie zamieszkaliśmy z trójką naszych dzieci w smutnym, bezsłonecznym i zimnym świecie. Pytanie, które nasuwa nam się od wczoraj na myśl brzmi, po co my tu w ogóle jesteśmy. Ale dzisiaj głównie o tym jak się tu znaleźliśmy.

W Delhi wstaliśmy o 2:30 w nocy. Taxi zamówiona była na 3:00. Zdążyliśmy się dopakować, przebrać na śpiocha nasze dzieciaki i o czasie wszyscy byliśmy w taksówce. W Indiach co chwila czeka na Ciebie niespodzianka i nasza piętnastominutowa podróż na lotnisko też nie okazała się zwyczajna. Trafił nam się kierowca, były mistrz jakiegoś regiony Indii w boksie. W ciągu tego kwadransa zdążył nam opowiedzieć całe swoje życie, nie używając w ogóle w zdaniach interpunkcji. Był nie do zniesienia, pomimo że był bardzo sympatyczny. Wysiedliśmy na lotnisku z bólem głowy. Do tego gaz naciskał pulsacyjnie, więc gdybyśmy zaraz po przebudzeniu zjedli jakiś posiłek, z pewnością zarzygalibyśmy mu tylną kanapę. Na lotnisku przywitał nas przed wejściem przedstawiciel polskiego konsulatu w Bombaju. Pogadaliśmy chwilę i weszliśmy na zupełnie pusty jak na Indie Terminal 3. Cała odprawa poszła bez problemu. Samolot miał ponad godzinne opóźnienie, więc mieliśmy jeszcze czas na jakieś małe zakupy, kawę i kanapki. I zabawę oczywiście.

Przed wejściem do samolotu pierwszy raz stewardessy i stewardzi zbadali wszystkim temperaturę. Nikogo nie odesłali więc chyba wszyscy zdrowi. Udało nam się dostać miejsca pod ścianą, w pierwszym rządzie z łóżeczkiem dla Franki. A tym razem nasze dzieci postanowiły nie wykorzystać kilku godzin wolnego na spanie, tylko przez siedem godzin wymyślały różne, mniej lub bardziej sensowne aktywności. Po wylądowaniu na Okęciu z niejasnych przyczyn przytrzymano nas 45 minut w samolocie. Pojawili się też na chwilę na pokładzie żołnierze. Ale przeszli tylko cały samolot i wyszli. Na halach lotniskowych jak na bezludnej wyspie. Tylko podróżujący naszym samolotem. Nikogo więcej. Wszystkie sklepy, kawiarnie i punkty obsługi podróżnych pozamykane. Działały tylko bramki ze strażą graniczną. I tutaj miało miejsce wydarzenie nie do wiary. Wyobraźcie sobie że stoicie przy okienkach, przy których trzeba wykrzykiwać swoje dane osobowe, z dokładnym adresem i numerem telefonu do ewidencji osób objętych kwarantanną. Trzeba było krzyczeć, bo okienka nie były przystosowane do dialogu, tylko podawania dołem dokumentów. Mogliśmy bez problemu zanotować sobie adresy i telefony wszystkich naszych sąsiadów z kolejki. W Polsce na Okęciu RODO przegrało z koronawirusem.

Gustaw na lotnisku smacznie zasnął. Jakby nie mógł w trakcie lotu… Ech dzieci!!! Złapaliśmy bez problemu taxi-busa do domu. Pan dopiero po zamknięciu drzwi nam powiedział, że chce gotówkę pomimo, że na oknie miał informację o kartach płatniczych. Dodatkowe 5 minut utarczek słownych z lepszym cwaniakiem. W końcu zapytany, czy podtrzyma swoje stanowisko gdy skontaktujemy się zaraz z jego korporacją odpuścił i powiedział, że w sumie to z kartami nie ma problemu. Wiózł nas przez pustą i smutną Warszawę. Dużo świeżych refleksji. Głownie taka, że jesteśmy narodem północy ze wszystkimi tego konsekwencjami. Za mało słońca i witaminy D odkłada nam się wszystkim poważnie na dekiel. Ale to uwaga natury ogólnej.

W domu czekały nas nas zakupy i łóżka dzieci przyniesione przez bliskich z piwnicy. Rodzina w takich sytuacjach jest super. Do tego dwa piórniki w full opcji dla maluchów. Radość wielka. Czas w domu głównie spędziliśmy na sprzątaniu, praniu, rozkładaniu naszych rzeczy, przygotowaniu jedzenia, piciu kawy i rozmowach (telefonicznych) z najbliższymi. I wszyscy, z olbrzymią radością zajadaliśmy się żółtym serem. Udało nam się nie zasnąć w ciągu dnia. O 19:00 po kąpieli i kolacji dzieci po prostu padły. My dwie godziny po nich. I tak zakończyliśmy pierwszy dzień w Polsce. Jeszcze tylko 13 dni kwarantanny i jesteśmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s