Nie jest źle. Niczego nam nie brakuje. Siedzimy sobie w naszym fajnym mieszkaniu i mamy co robić. Dzieciaki nadrabiają zaległości w bajkach, my przerzucamy kolejne kartony i wory. Nasi najbliżsi o nas dbają i bez żadnego kłopotu zapewniają wszystko to, czego potrzebujemy a nawet to, na co przyjdzie nam po prostu ochota. Aktualne delektujemy się kiszonkami popijanymi indyjskimi ziołami tulsi, a w tle tli się orientalne kadzidło. I nawet świeci słońce!

Policja jak dotąd ani razu nas nie odwiedziła. Nikt ani z MOPSu ani z żadnej instytucji też się nie kontaktował. Dopiero niedawno zainstalowaliśmy sobie w telefonach aplikacje „kwarantanna” i co jakiś czas dostajemy sms z prośbą o zrobienie selfiaka w domowym zaciszu. Dziwne to i nawet dość zabawne, ale pozwala odciążyć trochę mających co robić w obecnym czasie, funkcjonariuszy.

Kolejny dzień minął nam na rozpakowywaniu gratów, robieniu prań, przygotowywaniu posiłków, puszczaniu dzieciom bajek, budowaniu wież z klocków, przewijaniu, noszeniu, bujaniu, itp. „Odwiedzili” nas rodzice, którzy na wycieraczkę podrzucili trochę domowej roboty frykasów i dziecięcych upominków. W zamian, odebrali drobiazgi z podróży. Przywieźliśmy ich w sumie niewiele. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, ze nasz indyjski pobyt tak niespodziewanie się skróci. W zamian za buszowanie po sklepikach i kramach w poszukiwaniu oryginalnych prezentów, zmuszeni byliśmy jak najszybciej się spakować i ewakuować do Delhi. No ale coś tam dla najbliższych na szczęście mamy.

Nadal w naszej indyjskiej wiosce pozostaje kilka bliskich nam osób. Jesteśmy w stałym kontakcie, stąd wiemy, że sytuacja nie jest łatwa. Poza tym, że niektórzy z nich nie wiedzą czy zaplanowany na początek kwietnia lot do domu się ostatecznie odbędzie, są coraz bardziej zaniepokojeni sytuacją na miejscu. Właśnie została wprowadzona godzina policyjna. Premier Modi zarządził, by od 7 rano do 9 wieczorem wszyscy pozostali w domach. Dzień wcześniej ludzie szturmowali sklepy zostawiając puste półki. Ponoć, gdy widzieli turystę, nie byli zachwyceni i czekali aż zakończy zakupy. Inni, starali się zachowywać conajmniej dwumetrowy odstęp. W gazetach jest napisane, że niektóre, szczególnie te duże, prywatne szpitale odmawiają przyjęć i leczenia obcokrajowców. W tych mniejszych, decyzja uzależniona jest od dobrej woli lekarza. Najbliższe naszej wsi miasto, zamarło. Gdy patrzymy na zdjęcia Margao, które do tej pory tętniło życiem, teraz go nie poznajemy. Brak żywej duszy. Ciężko sobie wyobrazić, że zamiast hałasu złożonego z klaksonów samochodów, rowerowych trąbek czy głośnych rozmów, na ulicach jest po prostu cisza.

22.03, Margao
22.03, Margao
22.03, Margao
22.03, Margao

Jedna myśl na temat “Niby tu, a ciągle jednak tam

  1. To trudne. W czasie gdy wywraca się rzeczywistość. Wywraca się wszystko. Wszystko co normalne znika. A że życie nie znosi pustki, w miejsce normalności wkracza niepewność oraz instynkty pierwotne. Bez znaczenia na pozycję społeczną czy polityczną, każdy walczy o swoje przetrwanie kosztem innych, świadomie lub nie. Tak to działa. Niestety.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s