Jeszcze dwa tygodnie temu, gdyby ktoś nam powiedział, że w Indiach można jakimś cudem zamknąć ludzi w swoich domach i do tego zrobić to skutecznie, nigdy byśmy nie uwierzyli. To kraj, w którym bez względu na to czy to górzysta północ, czy tropikalne południe, życie toczy się na ulicy. A teraz ulice te coraz częściej przypominają wymarłe miasta albo filmowe plany, na których zabrakło statystów.

źródło: Reuters

Zanim zdecydowaliśmy się wyjechać szybciej niż pierwotnie planowaliśmy, rozważaliśmy też opcję pozostania i przeczekania w Indiach tego gorącego czasu. Ba, nawet większość rodziny i znajomych, nam tę opcję rekomendowało. Wydawało się to logiczne. W Europie ilośc chorych rosła lawinowo, w Indiach było w tym temacie cicho i spokojnie. Chwilę później zaczęły pojawiać się pojedyncze przypadki osób zakażonych koronawirusem liczone w zasadzie w dziesiątkach. To jak na ponad miliard mieszkańców wydawało się kroplą w morzu. Kiedy w kolejnych dniach zamykano w naszym kraju szkoły, rekomendowano pozostanie w domach, my wylegiwaliśmy się na plaży i zastanawialiśmy się, czy wszystkie te działania nie są mocno przesadzone, w końcu zwykła grypa wydaje się przecież dużo groźniejsza. W zasadzie do dnia wyjazdu nie byliśmy pewni czy powinniśmy już wracać, bo życie na goańskiej wsi ma zdecydowanie więcej plusów niż siedzenie w czterech ścianach w mieszkaniu w centrum miasta. Nie chcieliśmy działać raptownie, więc nie wsiedliśmy do pierwszego, zorganizowanego przez rząd samolotu powrotnego. Oboje po cichu liczyliśmy też na to, że kolejny transport będzie nie z dnia na dzień, a za jakiś tydzień, może dwa, więc na spokojnie się zapakujemy, zrobimy zakupy, pożegnamy się z ludźmi i ulubionymi miejscami. Kiedy jednak okazało się, że mamy 24h by znaleźć się w Delhi, już wiedzieliśmy, że czas wracać.

Liczba chorych rosła. Nie lawinowo, ale systematycznie. Coraz częściej jednak było słychać, że oficjalne dane nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a kraj nie jest kompletnie przygotowany na epidemię. Choć nasze dotychczasowe doświadczenia z indyjską służbą zdrowia- zarówno tą publiczna jak i prywatną były bardzo dobre, kompletnie nie potrafiliśmy sobie wyobrazić co by było gdyby… i tu następowała seria najczarniejszych scenariuszy, które w warunkach polskich, choć nie optymistyczne, były jednak przewidywalne. Poza tym dający się wyraźnie wyczuć uliczny niepokój, utwierdził nas w przekonaniu, że nie ma na co czekać. Zaczęliśmy się czuć niekomfortowo odpowiadając kilka razy dziennie na pytania czy dobrze się czujemy i kiedy wyjeżdżamy. Na kilkanaście godzin przed naszym odlotem pojawiły się też plotki, że lada moment zostaną zamknięte granice zarówno poszczególnych stanów jak i całego kraju. Wtedy wydawało nam się to niemożliwe, dziś ten scenariusz właśnie się ziścił.

źródło: Asian News International

Od północy, przez najbliższe trzy tygodnie obowiązuje całkowita blokada kraju. Jest zakaz opuszczania domów. Chwilę wcześniej władze zawiesiły zarówno krajowe jak i międzynarodowe połączenia lotnicze oraz kolejowe. Premier Modi swoją decyzję podjął po tym, gdy liczba zakażonych COVID-19 przekroczyła 500. W tej chwili jest ich 562, w tym 10 przypadków śmiertelnych. To, biorąc pod uwagę wielkość tego kraju i liczbę mieszkańców, wydaje się liczbą bardzo niedoszacowaną.

Uciekliśmy w ostatniej chwili. Gdybyśmy nie zdecydowali się na lot 20 marca, nie wiadomo na jak długo bylibyśmy w Indiach uwięzieni i jak byśmy sobie radzili w tej naprawdę trudnej sytuacji. Jeszcze zanim została ogłoszona blokada całego kraju, poszczególne stany wprowadzały restrykcyjne przepisy m.in godzinę policyjną, zamknięcie szkół czy sklepów, co znacząco utrudniało codzienne życie. Nasza koleżanka, która od lat mieszka na Goa relacjonuje nam na bieżąco to co dzieje się na miejscu i z każdą jej opowieścią nie możemy uwierzyć w to co czytamy.

(…) Wszędzie pełno ludzi, wszyscy robią zakupy. Warzywa, np. cebula 20 lub 30 INR więcej na kg. Ale nikt się nawet o ceny nie zapytał. Apteki pełne. Totalna panika. (…) Kadar [sklep spożywczy na rogu w Benaulim] otworzył się nielegalnie wieczorem i podobno kolejka była przez cały sklep, ścisk niesamowity. Przyjechała policja. (…) Ogłoszenie zamknięcia wszystkiego wywołało panikę. Pierwsze 7 dni w Goa ludzie jeszcze gotowi byli przesiedzieć, ale teraz na 21 dni bez planu jak dowiozą żywność, to zwykła głupota.

Nie mieści nam się w głowach, że malutka wieś, z dwoma większymi sklepami i kilkoma małymi restauracjami nagle zamarła. Przecież pamiętamy ją, jeszcze sprzed kilku dni, zupełnie inaczej. Oczywiście nigdy nie było to miejsce tętniące życiem, ale na pewno trochę się działo. Uśmiechnięci emeryci spacerujący główną drogą, spotykający się na kawę na małym skrzyżowaniu ulic. Kręcące się przy domach bawoły, byki, krowy. Beztrosko biegające po drogach świnie. Wydawać by się mogło, że państwo ze swoim całym aparatem do takich miejsc nie dociera, lub dociera w sposób incydentalny. A jednak jest inaczej.

W Benaulim nadal są nasi bliscy znajomi, którzy do Indii przyjeżdzają na trzy zimowe miesiące od kilkunastu już lat. Pojawili się i w tym roku i na początku kwietnia mieli wracać do Polski. Ich lot, jak wszystkie w tym terminie został odwołany, a w naszym samolocie powrotnym nie było już miejsc. Czekali na kolejny transport. Dziś już wiedzą, że nie prędko nadejdzie. Nie wiadomo jak długo przyjdzie im tak czekać. Pomimo, ze są to osoby o niezwykle radosnym usposobieniu, a Indie to od lat ich drugi dom, chcieliby już bezpiecznie znaleźć się w kraju. Nie tylko dlatego, że za paręnaście dni na świat przyjdzie ich kolejna wnuczka…

źródło: New Delhi Police

2 myśli na temat “IN DIE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s