Ponieważ decyzja o powrocie do Polski zapadła z dnia na dzień, nie mieliśmy czasu żeby pomyśleć o tym, co przywieźć sobie do kraju. Oczywiście rzutem na taśmę kupiliśmy drobiazgi dla najbliższych, ale dla siebie nic specjalnego nie wzięliśmy. Na szczęście spakowaliśmy pare rzeczy, których używaliśmy tam na codzień więc przynajmniej przez okres kwarantanny czujemy z kilku stron powiew Indii.

Od pierwszych dni pobytu w Benaulim wiedzieliśmy, że nie wyjedziemy stąd bez kolorowej, indyjskiej narzuty na łóżko. Nasza dotychczasowa, którą przywieźliśmy sobie z Indii jakieś 8 lat temu była już w tak bardzo złym stanie, że konieczna była jej zmiana. Bardzo szybko znaleźliśmy na jednym ze straganów taką, która nam się spodobała, ale z jej kupnem czekaliśmy prawie do ostatniej chwili. Na początku marca, kiedy większość turystów już wyjechało, a temat koronawirusa w zasadzie w Indiach nie istniał, wróciliśmy do znajomego kramu by dokonać ostatecznego wyboru. Początkowo myśleliśmy o tym, żeby wysłać ją sobie do Polski ale w końcu kupiliśmy po prostu dużą torbę, w którą spakowaliśmy nie tylko narzutę ale i inne rzeczy, które nie zmieściłyby się do naszych dwóch plecaków. Przecież przed wyjazdem wysłaliśmy sobie m.in. patelnie, noże, sztućce, które chcieliśmy zabrać z powrotem, tak więc gdzieś trzeba było to zmieścić.
Narzuta na polskie łóżko idealnie pasuje i bardzo nam się w dalszym ciągu podoba. Nie przemyśleliśmy tylko, że trójka naszych dzieci, tak chętnie będzie odklejała z niej malutkie kamyki, które potem co krok znajdywać będziemy na podłodze.

Zabraliśmy ze sobą także kilka rzeczy, o których pisaliśmy już wcześniej, że warto ich w Indiach spróbować.
https://high-five.pl/2020/01/16/nasze-top-7-hinduskich-produktow-ktore-warto-sprobowac/

W lodówce mamy więc mały zapas jaggery, w sporych rozmiarów słoiku kilkadziesiąt opakowań ziół tulsi, a w apteczce plastry na komary i kilkanaście torebek elektrolitów. Ponieważ w naszym warszawskim mieszkaniu jest bardzo sucho, raz dziennie pijemy szklankę nawadniającego specyfiku i jesteśmy zgodni co do tego, że działają doskonale, ale tu smakują jakoś inaczej niż tam.

Przywieźliśmy też kilka produktów, o których wtedy nie pisaliśmy, a które w ciągu kolejnych miesięcy bardzo polubiliśmy i regularnie z nich korzystaliśmy.

Produkty do pielęgnacji Himalaya

Himalaya to firma założona w 1930 roku, produkująca przede wszystkim kosmetyki. Są one w 100% naturalne i wykorzystują połączenie ajurwedy z najnowszymi technologiami. Śmiało mogą korzystać z nich alergicy, przyjemnie pachną, są powszechnie dostępne i niedrogie. Mamy więc tu ze sobą mały szampon do włosów, szampon dla dzieci i peeling do twarzy. Reszta kosmetyków, takich jak np. odżywka do włosów, skończyła nam się dosłownie chwilę przed wyjazdem.

Kosmetyki Kama Ayurveda

Były dla jednego z nas prezentem pod choinkę. Używaliśmy oboje. Nawilżający krem do twarzy i krem do stóp. Naturalne, bez sztucznych barwników i parabenów, nie testowane na zwierzętach. Pomimo tego, że nie zawierają substancji zapachowych, pachną bardzo intensywnie i orientalnie. Jak się okazało niedawno, gdy byliśmy już na lotnisku, to bardzo popularna na całym świecie firma. Dobrze wiedzieć, bo już wkrótce będziemy potrzebować dostawy.

Olejek Yogiraaj Vasmol

To indyjski olej do pielęgnacji włosów i skóry głowy, który zawiera wyciąg z 16 ziół. Zalecany jest między innymi przy wypadających i łamliwych włosach, słabych cebulkach, łupieżu, a także przy bólach migrenowych, stresie, problemach z zasypianiem. Świetnie sprawdza się też do brody i doskonale pachnie 😉

Kapsułki Moringa Organic India

Moringa to roślina pochodzącą z Indii, która zawiera ponad 90 składników odżywczych i ponad 40 antyoksydantów organicznych. Jest m.in doskonałym źródłem witaminy A, witaminy C, żelaza, białka, błonnika, wapnia, magnezu i potasu. Już po kilku dniach zauważyliśmy różnicę. Czujemy się lepiej, jesteśmy bardziej wypoczęci, mamy więcej energii, mniej wypadają nam włosy. Mamy więc jeszcze pokaźny zapasik tego specyfiku.

Mydło lawendowo- bazyliowe Fabindia

Przez ostatni miesiąc naszego pobytu w Indiach nie używaliśmy żadnego innego. Połączenie lawendy z bazylią jest dość niespotykane, a zapach nieporównywalny z niczym innym i bardzo intensywny. Pozostawiona w małej łazience kostka pachniała tak bardzo, że miło robiło się od samego przekroczenia progu. Na skórze zapach nie utrzymywał się niestety zbyt długo, ale podczas kąpieli czuliśmy się jak w spa i siedzieliśmy pod prysznicem tak długo, aż porządnie zaspokoiliśmy zmysły.

Żadna z tych firm nie wykupiła u nas reklamy, a do wszystkich tych rzeczy po prostu jesteśmy przekonani i przywiązani. Na razie czujemy się indyjsko dopieszczeni. Martwić się będziemy jak te produkty się już skończą. Rozwiązanie będzie tylko jedno…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s