Pierwszą fotografię musimy sobie zrobić przed południem. Żądanie dostajemy oboje dokładnie w tym samym czasie. Drugi raz, zazwyczaj późnym popołudniem lub wieczorem. Zdjęcie ma być dobrze oświetlone i wyraźne, bo już raz się zdarzyło, że przyszedł do nas policjant z informacją, że jedna z fotografii z poprzedniego dnia, nie została zaliczona. A o czym mowa? O aplikacji „Kwarantanna domowa”, która pilnuje miejsca w jakim jesteśmy i tego jak się prezentujemy…

Jeszcze w trakcie lotu z Indii pisaliśmy na specjalnych drukach dość obszerne sprawozdanie z naszego stanu zdrowia podając przy tym wszystkie dane adresowe. Na lotnisku u Straży Granicznej musieliśmy wskazać miejsce, w jakim spędzimy najbliższe dwa tygodnie od powrotu. Wiedzieliśmy więc, że czeka nas jakaś forma kontroli, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak to będzie funkcjonować. A już zupełnie nie wierzyliśmy w to, że to może dobrze i składnie działać. Dzień po powrocie ściągnęliśmy sobie aplikację Ministerstwa Cyfryzacji „Kwarantanna domowa”, która nie jest obowiązkowa, choć jak czytaliśmy ostatnio w prasie, policjanci od kilku dni podobno informują, że pomimo braku regulacji prawnych, trzeba ją jednak zainstalować. Myśleliśmy, że skoro ją mamy i z niej regularnie korzystamy, nikt dodatkowo kontrolować nas już nie będzie. I rzeczywiście, przez pierwsze półtora dnia odzywała się do nas jedynie rodzina i znajomi.

Generalnie źle znosimy jakiekolwiek przymusy i nakazy ze strony państwa, ale pandemia to co innego. W tej sytuacji poddanie się rygorom jest jedyną szansą na przejęcie kontroli nad wirusem. W praktyce wygląda to tak, że prócz fotografii twarzy, którą wysyłamy dwa razy dziennie na chmurę ministerstwa, aplikacja, za pomocą GPS, wskazuje też miejsce, w którym znajdujemy się my, a tak naprawdę nasz telefon. Jeszcze się nigdzie nie ruszyliśmy i nie zamierzamy, ale ciekawe, czy gdyby aplikacja wychwyciła zmianę miejsca pobytu, to czy mielibyśmy jakąś interwencję lub chociaż weryfikujący telefon. Sprawdzać nie będziemy.

Drugi system jest już w 100% analogowy i polega na odwiedzinach policji lub pracowników MOPS. Funkcję kontrolną mają raczej te wizyty policyjne, bo panie z MOPS pojawiły się pod domem tylko dwa razy i raz dzwoniły z pytaniami czy czegoś nam nie trzeba. Bałagan tam mają nie najgorszy, bo raz do domofonu prosiły Gustawa, co im odradzaliśmy z powodów oczywistych, a drugi raz telefonicznie bardzo zależało im na rozmowie z Zośką. Przekonaliśmy jednak panią, że wielkiego pożytku z tej rozmowy mieć nie będzie, ale na rozrywkę oczywiście może liczyć. Pośmialiśmy się więc wspólnie i tyle.

Policja jest codziennie i wpada niezapowiedziana. Pory wybierają różne. Czasem chcą pogadać przez domofon z obojgiem, czasem podobnie jak panie z MOPS mają jakiś bałagan i chcą do słuchawki np. 11-miesięczną Frankę. Dwa razy wychylaliśmy się przez okno żeby pokazać, że my w domofonie, to my w oknie. Policjantki i policjanci, którzy dzwonią są bardzo przyjaźni i w sumie współczujący nam tego uwięzienia. Pytają jak się mamy, czy czegoś nam nie trzeba, ile zostało nam do końca kwarantanny. Nam jest trochę głupio, że marnują swój czas, żeby pilnować dorosłych ludzi, ale specjalnie nie dyskutujemy. Odhaczamy się i machina państwa ma nas ogarniętych. Podczas tych krótkich, domofonowych rozmów jesteśmy mili i serdeczni, nie tylko dlatego, że potrzebujemy kontaktu z innymi ludźmi, ale też trafiają nam się życzliwi funkcjonariusze, którzy z prawdziwą troską zbierają od nas potrzebne informacje. W tej niecodziennej sytuacji nikt z nas nie ma przecież lekko.

Jedna myśl na temat “1984

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s