W sobotę przyleci z Indii na Okęcie kolejny samolot LOT-u z Polakami na pokładzie. Wśród nich będą też nasi znajomi, uwięzieni od wielu dni w swoich domach i hotelach. Zorganizowanie tego lotu, z tego co wiemy, było ekstremalnie trudne, bo „totalna kwarantanna” w Indiach uniemożliwia jakiekolwiek normalne funkcjonowanie w tym kraju.

Nasi bliscy znajomi, przesympatyczni emeryci z Polski, Pani Halina i Pan Marian, którzy od stycznia siedzą w Benaulim, mimo, że mają w sobie nieograniczone pokłady spokoju i radości, są już zmęczeni trwającą od kilkunastu już dni niepewnością. Czy będzie lot, czy nie, czy zdążą kupić bilety, czy słaby internet pozwoli im wysłać pilnego maila do konsulatu. Mają kupione w aptece maseczki, choć Pan Marian woli nosić te domowej roboty, zrobione przez Panią Halinę.

Benaulim, fot. Pani Halina i Pan Marian

Patryk, kolega Marcina sprzed ponad dwudziestu lat, który wraz ze swoją kobietą utknęli w Jaipurze, raz dziennie na pół godziny wychodzą by się przewietrzyć na dach swojego hotelu. Śniadania jedzą wraz z właścicielem obiektu, który ani za wyżywienie ani za przedłużający się najem, nie chce od nich pieniędzy. Twierdzi, że w tej wyjątkowej sytuacji są jego gośćmi i jak będą wyjeżdżać, mogą, choć nie muszą, zapłacić mu tyle, ile uznają za stosowne. Nawet symboliczne 1 euro.

Jaipur, fot. Patryk Gołasa
Jaipur, fot. Patryk Gołasa

21 dni. Tyle, według premiera Modiego ma trwać w Indiach stan nadzwyczajny. Minęła właśnie 8 doba. Przez cały ten czas obowiązuje całkowity zakaz wychodzenia z domu, a potrzebne rzeczy można kupować tylko w wyznaczonych godzinach, w konkretnych sklepach. Oczywiście granice kraju i poszczególnych stanów są pozamykane. Nie wolno się przemieszczać ani samolotami, ani pociągami, ani żadnymi innymi środkami transportu. Uwięzieni turyści do tej pory nie wiedzieli kiedy i czy w ogóle możliwa będzie ewakuacja. Spora ich część, jeśli nie będzie żadnych niespodzianek przyleci do Warszawy 4. kwietnia w ramach akcji #lotdodomu. Ale nikt nie czeka spokojnie do soboty. Od kilku dni trwają bardzo szczegółowe przygotowania, a warunki w jakich się one odbywają, są mocno utrudnione.

Każda osoba, która próbuje za pośrednictwem ambasady czy konsulatu z Indii się wydostać, zmuszona była wysłać odpowiedniemu organowi szczegółową trasę, którą będzie zmierzała na lotnisko, dane i kontakt do kierowcy, rodzaj samochodu i jego numery rejestracyjne. Zważywszy na to, że w bardzo wielu miejscach są spore problemy z internetowym zasięgiem, operacja wysłania jednego maila z kilkoma załącznikami, często trwała godzinami. Niełatwy był też kontakt z ambasadą czy konsulatem. Kilkadziesiąt połączeń, kilkanaście maili i nieustające czekanie na potwierdzenie. W końcu, każdy z nich dostał stosowne oświadczenie w języku hindi, stwierdzające, że legalnie mogą odbyć zaplanowaną trasę.

31.03, Jaipur, fot. Patryk Gołasa

Oczywiście wrócą ci, którzy w odpowiednim czasie skontaktowali się z polską ambasadą bądź konsulatem, a potem zostali poinstruowani jak kupić na ten lot bilet. Bilety nie były bowiem dostępne ani na głównej stronie LOTu, ani na stronie lotdodomu.pl. Widniała tam jedynie informacja, że chętni proszeni są o kontakt. Po jakimś czasie okazało się, że lot Indie – Polska jest dwuetapowy. Samolot najpierw zabiera pasażerów z lotniska Dabolim na Goa. Za miejsce w dreamlinerze trzeba było zapłacić 2300 zł. Potem, maszyna leci do Delhi, gdzie za około 1700 zł od osoby dosiadają się kolejni ludzie. Oczywiście, w najlepszej sytuacji byli ci, którzy wcześniej mieli wykupione lotowskie bilety Delhi-Warszawa. Oni, tak jak my, mogli po prostu, bezgotówkowo dokonać zamiany niewykorzystanych biletów na nowe połączenie. Niestety, co wiemy z doświadczenia, żeby taką operację skutecznie przeprowadzić, trzeba było poświęcić trochę czasu, energii, a przede wszystkim cierpliwości.

Do 4. kwietnia jest jeszcze pare dni. Większość osób, które czekają na powrót do domu, w normalnej sytuacji, już dawno z Indii by wróciła. Siedzą więc teraz zamknięci w miejscach, gdzie złapała ich całkowita kwarantanna. Czasem są to mieszkania, które wynajmowali na długie miesiące, a czasem hotelowe pokoje, w których mieli spędzić jedną czy dwie noce. To, co napawa optymizmem, to sposób traktowania ich przez właścicieli tych miejsc. Niektórzy, nie chcą żadnych pieniędzy za nadprogramowe dni, które uwięzieni turyści tam spędzają. Inni, gotują dla nich kilka razy dziennie posiłki, żeby mieli co jeść. Jeszcze inni, podpowiadają gdzie i kiedy (legalnie lub nie) otwarty będzie mały sklep i oferują transport na zakupy. Są życzliwi, gościnni, mili.

Najbliższa sobota będzie dla nich pierwszym dniem polskiej kwarantanny. Dla nas pierwszym dniem po jej zakończeniu. I weekend nas wszystkich, raczej niewiele będzie się od siebie różnił. Każdy zostanie w domu. W swoim domu. A Indie będą lepszym lub gorszym wspomnieniem. Przynajmniej na chwilę.

Jaipur, fot. Patryk Gołasa

2 myśli na temat “Dobre wieści z Indii

  1. Jeszcze jesteśmy w Indiach, wracamy w sobotę 4.04, ale już dziś mogę powiedzieć, że ta podróż jest wyjątkowa i będzie niezapomniana. Spotkała nas cała masa cudownych zdarzeń, a Hindusi, z którymi mieliśmy kontakt, to ludzie z ogromnym sercem, życzliwi, dobrzy, uczciwi i otwarci. Właściciel naszego hotelu, u którego mieszkamy – Montu – to WIELKI I DOBRY CZŁOWIEK. Jesteśmy tak bardzo wdzięczni za jego pomoc, wsparcie, gościnność i spokój…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s