Wolność. Nie kontroluje nas policja, nie odwiedzają pracownicy MOPS, nie nachodzi wojsko. Możemy ściszyć dźwięk telefonu i nie czekać na sygnał sms, informujący o tym, że czas zrobić sobie zdjęcie. Choć aplikacja „kwarantanna domowa”, nadal jest w naszych komórkach, dość szybko zapomnieliśmy, że coś takiego w ogóle mamy zainstalowane. I wystarczyło pół godziny na spacerze, by przypomnieć sobie, co straciliśmy.

Poza ogarnięciem rzeczy koniecznych takich jak np. przegląd techniczny auta, którego ważność skończyła się na początku lutego, zainstalowaniem fotelików dla dzieci, wizycie w aptece i w sklepie, siedzieliśmy sobie spokojnie w domu robiąc dokładnie te same rzeczy co do tej pory, z drobną tylko różnicą. Zośka bawiła się awokado pytając co chwilę czy to mango. Gustaw długo przyglądał się pomarańczy po czym stwierdził, że chętnie zje tę papaję…

My też czuliśmy się trochę zagubieni w polskiej rzeczywistości. Ciężko nam było określić czy jest ciepło czy zimno, czy zdecydować się na krótki czy długi rękaw, włożyć skarpetki czy z nich zrezygnować. Do tego czy wychodząc na zewnątrz włożyć niebieskie czy fioletowe rękawiczki i którą maseczkę wybrać a zapasy mamy naprawdę pokaźne. Gdyby ktoś spotkał w weekend jednego z nas na mieście, raczej mógłby naszym wyglądem nieco się zdziwić.

Zaliczyliśmy też miły przerywnik w programie „Dzień dobry TVN”. Zanim tam jednak trafiliśmy, objechaliśmy samochodem centrum Warszawy patrząc, jak przez ostatnie pół roku zmieniło się miasto. To była pierwsza od wielu miesięcy godzina, którą spędziliśmy bez dzieci. Dziwne to było uczucie. Dość szybko zgodnie stwierdziliśmy, że w zasadzie już nam wystarczy i możemy wracać. Do Indii…

Był plan, żeby w sobotę rano, zaraz po obudzeniu iść na krótki spacer, ale szybko się okazało, że to niemożliwe. Zaginął nam gdzieś karton z butami dzieci. W zasadzie do tej pory się nie znalazł, choć jest jeszcze jeden pomysł gdzie mógł się zawieruszyć. W ciągu najbliższych dni, może uda nam się go odnaleźć. Brak butów nie mógł nas jednak powstrzymać przed wyjściem z domu. Gutek założył więc wygrzebane z piwnicy za duże o jakieś 3 rozmiary kalosze po Zośce, Zośka wcisnęła się w buty niewiadomego pochodzenia, większe o całe dwa numery.

Nie spodziewaliśmy się, że po dwóch tygodniach siedzenia w zamknięciu, tak bardzo brakowało nam powietrza i ruchu. Przekonaliśmy się o tym dopiero po wyjściu z domu. Nasze dzieciaki zwariowały. Gutek z Zośką biegali i krzyczeli z radości, Franka machała nogami w nosidle wydając z siebie niemalże wojenne okrzyki. Nie sprawdzaliśmy norm powietrza (bo gdybyśmy je znali, nie zdecydowalibyśmy się pewnie na żaden spacer), ale chyba nigdy nie pachniało tak dobrze. Może to ukryta tęsknota za warszawskim domem, a może po prostu, zasługa kwitnących już drzew. Tak czy inaczej, było pięknie. Nasza bajka skończyła się gdy podjechała do nas policja prosząc byśmy jak najszybciej wrócili już do domu. Grzecznie wykonaliśmy polecenie, choć droga powrotna była nieco dłuższa. Rozleniwione dotychczasowym siedzeniem nogi powoli odmawiały wszystkim nam posłuszeństwa, a odzwyczajony od dźwigania Franki kręgosłup, nieprzyjemnie dawał o sobie znać. No to zaszaleliśmy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s