„Cześć, co u was słychać?”

Pytają nasi rodzice, którzy po półrocznej przerwie znów mogą do nas w każdej chwili zadzwonić. Tyle tylko, że u nas od ponad dwóch tygodni ciągle to samo. I w dodatku, chyba to dla nich nie do końca atrakcyjne. Siedzimy w piątkę w mieszkaniu i sobie zwyczajnie, spokojnie funkcjonujemy. Życie kręci się wokół tego czym się nakarmić na śniadanie, obiad i kolację, bez potrzeby wychodzenia do sklepu. Nasze rozmowy oscylują między tym, co zjadła Franka i czego nie zdążyła strawić, czego dowodem jest zawartość jej pieluchy, koronawirusem, którego, wydawać by się mogło nikt nie powinien mieć w d…, a jednak zatrważa nas lekkomyślność i nieodpowiedzialność wielu, także bliskich nam osób. Między tym, co dzieje się obecnie w polskiej polityce, tym, w jakie wzory pomalować powycinane z papieru jajeczka, stanem zdrowia Borysa Johnsona i jak w razie policyjnej kontroli usprawiedliwić przekroczone o kilka minut dozwolone wyjście na i tak zbyt krótki spacer.

„A na dworze tak ładnie, co?”

Temat pogody w rozmowach z naszymi rodzicami to zawsze nr 1. Jaka była wczoraj, jak jest dzisiaj, czego żal jak pada, co by się zrobiło jak jest ładnie itd. To niemal fetysz. I można naprawdę dużo o tym gadać. No i gadamy, a raczej słuchamy tych rozważań i dywagacji.

I co robicie?”

Po kilkunastu dniach siedzenia jest też pewna prawidłowość wynikająca z powtarzania się konkretnych czynności. Średnio około godz. 13 jedno z nas podchodzi do drugiego trzymając w dłoni szczoteczki do zębów z pytaniem „Czy już jesteś po myciu?”. „Po”, są tylko nasze dzieci, bo o tym staramy się jeszcze pamiętać. Czasu na i dla siebie, nie zawsze nam starcza. Choć i o to, staramy się jako tako dbać. Ale ponieważ życie to sztuka wyboru, czasem lepiej posiedzieć chwilę z książką w wannie, z telefonem na sedesie czy dzieckiem na kolanach, niż skoncentrować się na porannej higienie jamy ustnej. Grunt, że prędzej czy później sobie o tej czynności przypominamy. Ale nie dzielimy się tym podczas telefonicznych rozmów z naszymi rodzicami. W końcu to oni walczyli za młodu o to, byśmy ten poranny i wieczorny obowiązek wypełniali należycie. A teraz… trochę wstyd.

Nie żalimy się też, że zrobiona rano kawa, często stygnie na daremnie i wciągamy ją na zimno na pusty żołądek. No bo jak tak można o siebie nie dbać?! Dla nas i tak, pita co kilka godzin, jawi się jako nagroda. Za życie bez fajerwerków, za cierpliwość, za wytrwałość. To dla nas krótka chwila przyjemności (dzięki Armand). Coś, na co się czeka, co zaspokaja pojawiającą się dość często tęsknotę za słodkościami. Póki co, tyle wystarcza. Chyba że, stracimy kubek na chwilę z oczu. Jest wielce prawdopodobne, że stracimy go bezpowrotnie. Błyskawicznie zjawiają się przy nim nasze dzieci, które jeszcze szybciej wlewają „kawkę” do swoich brzuchów, pokazując nam, jako dowód własnego triumfu, pusty kubek. Poczucie straty boli. Ale nie tak bardzo, gdy szykując sobie kawę, zamiast dwóch łyżeczek cukru, wsypie się do niej dwie łyżeczki soli i z rozpędu weźmie ogromnego łyka.

„Dzieci zdrowe?”

No chyba zdrowe. Testu na koronawirusa im nie robiliśmy, ale zważywszy, że non stop siedzą w domu, to raczej go nie mają. Mają za to szansę żeby prędzej czy później zwariować. Poza sobą nawzajem i swoimi nie do końca normalnymi rodzicami, bardzo długo nikogo nie widziały, z nikim innym się nie bawiły. I w dalszym ciągu są zagubione, czy nasz dom, jest tu w Polsce, czy tam, w Indiach. Franka, większość swojego życia spędziła przecież tam, a przez ostatnie pół roku, zawsze po plaży szliśmy przecież „do domu” w Benaulim. No to jak to jest? Gdzie my tak na prawdę mieszkamy?

„Co ze świętami? Jakie macie plany?”

No żesz… jak to jakie? Takie jak wczoraj, dziś i jutro. Siedzimy w domu. Odpalimy w necie Triduum Paschalne od Dominikanów (ze Służewca!) i może uda nam się w ciszy posłuchać. Szykujemy się na te święta codziennie. Mamy jajka, czekoladowe króliki, poza tym rysujemy na kartach pisanki, którymi ozdobimy pokój, może będziemy robić żur, w lodówce mamy przecież gotowy zakwas. Rzeżuchę też mieliśmy, ale już wyszła. Co więcej? Nic. I bardzo byśmy sobie życzyli, żebyście też zostali w swoich domach, ale nie do końca wierzymy, że to się uda. Ale to nie jest rozmowa na telefon…

2 myśli na temat “Halo? Czy nas słychać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s