Po tym jak zapewne większość z nas zrobiła już porządek w swoich szafach i na strychach, część zdążyła nauczyć się języków obcych, jak co poniektórzy wiedzą już jak siedząc w domu tej wiosny wyglądać kwitnąco, przyszedł czas na pieczenie chleba. Z cieknącą śliną obserwujemy jak pięknie na zdjęciach prezentują się te jeszcze pewnie pachnące bochenki z chrupiącą skórką. I wyobrażamy sobie jakbyśmy bezkarnie je jedli, mniej więcej jeden dzienne, no bo to przecież to samo zdrowie. Razowa mąka, pestki, woda. Mamy tylko jeden problem. I wydaje nam się, że nie tylko my.

Jedzenie. Życiowa potrzeba, która w czasie pandemii zamieniła się w najpopularniejszą rozrywkę. Tak łatwo przecież znaleźć wytłumaczenie (czyt. usprawiedliwienie). Musimy jeść, by przeżyć. Fakt, tylko dlaczego strzelające drzwi od lodówki to najczęstszy domowy odgłos?

Większość z nas zakupy robi na zapas. W końcu nastały wyjątkowe czasy. Warto mieć schowane puszki, konserwy, czekolady itd. Przecież za chwilę mogą zamknąć sklepy albo wszystko z nich wykupić. Dziś, to obawa uzasadniona. No więc jak już odstoimy swoje w kolejce do sklepu, do wózka ładujemy ile się da i ile jeszcze nasz portfel wytrzyma. Szybko jednak okazuje się, że mające starczyć na przynajmniej kilka tygodni produkty, znikają w błyskawicznym tempie. W lodówce szukamy przyjemności. Odrobiny radości, która choć na chwilę sprawi, że poczujemy się lepiej. Nie jest w końcu żadną tajemnicą, że jedzenie to jedno z najszybszych i najłatwiej dostępnych regulatorów emocji. Zjedzenie czegoś smacznego, słodkiego czy niecodziennego sprawia, że od razu, przynajmniej na moment jest nam lepiej. Ale ponieważ wszystko ma swoją cenę, czas zapłaty nadchodzi szybko. Może nie natychmiastowo, jak ten chwilowy haj, ale jednak.

Dodatkowe kilogramy, tłuszczowe wałki, fałdki, zanieczyszczona od cukru skóra. Tyle mniej więcej widać gołym okiem. A co staramy się jeszcze bardziej ukryć? Poczucie winy, porażki, upadek. Rozpędzone koło dokarmianych lęków ciężko samemu zatrzymać, tym bardziej, że alternatyw regulowania emocji, tymczasowo brak. Bieganie w parku czy po lesie zakazane, ćwiczenie w domu, przed telewizorem, dla tych którzy mają dzieci, praktycznie niemożliwe. Ćwiczenie z dziećmi- możliwe ale tylko przez jakieś 30 sekund, bo potem im się nudzi. Szukanie ukojenia w książce czy filmie to dobre i konstruktywne pomysły, ale w domach z małymi dziećmi możliwe tylko w wannie lub tuż przed północą. W tej sytuacji „z pomocą” przychodzi często alkohol, o którym pisaliśmy wczoraj. No to może jednak to jedzenie nie jest takie najgorsze?

Idą święta! Idealny czas jedzenia i przejedzenia. Choć w tym roku będą nieco mniej radosne niż zazwyczaj. Większość z nas spędzi je samotnie, z dala od rodziny. Z tym poczuciem straty jakoś będziemy musieli sobie poradzić. Może w tym dziwnym czasie pójść inną drogą? Strawa duchowa nie tuczy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s