Miesiąc temu właśnie jechalibyśmy na bazar. Gutek od wyjścia z domu krzyczałby „ryby, ryby, ryby” na przemian z „bejbi szark!”. Zośka zabrałaby swoją specjalną torebkę, by włożyć w nią kupione przez siebie owoce, a my w biegu łapalibyśmy autobus do Margao, wpadając do niego z niezłą zadyszką i dziękując za jakiekolwiek wolne miejsca.

Przez ostatnie pół roku tak ustawiliśmy sobie tydzień, żeby właśnie w sobotę przypadała nasza wycieczka w miejsce, gdzie kupić można było niemalże wszystko. Ale wypad na targ, to zawsze było dla nas coś więcej niż zwykłe wyjście na zakupy. Gdy tam po raz pierwszy trafiliśmy, uderzył nas przede wszystkim zapach. Zmieniający się praktycznie co kilka kroków, w zależności od tego, w której części akurat się znajdowaliśmy. Bazarową przygodę zaczęliśmy od hali rybnej. Unosząca się tam woń, zdecydowanie nie była tą najbardziej przyciągającą, ale to, co znajdowało się w kolorowych miskach i na kamienno-kafelkowych blatach sprawiło, że nasze dzieci oszalały z radości. Gutek biegał w tę i z powrotem nie mogąc się zdecydować, co oglądać najpierw. Nachylał się nad wiadrami z krabami i odskakiwał przestraszony gdy tylko któryś z nich ruszał szczypcami. Z prawdziwą czułością zdarzało mu się głaskać małe rekiny, tuńczyki i płaszczki. Początkowo, od dużych okazów trzymał się z daleka, ale parę tygodni póżniej, przyłapaliśmy go jak wciskał im ukradkiem palce do oczu. Gdy zwróciliśmy mu uwagę, że tak się nie robi, odpowiedział, że nauczyła go tego siostra. Zośka, dość szybko znudziła się jednak rybnym asortymentem. Bardziej niż owoce morza i ryby, jej uwagę przyciągały przeciągające się pomiędzy handlującymi ludźmi koty. Parę osób zauważyło to zainteresowanie i wielokrotnie proponowano nam, byśmy jednego z kotów wzięli sobie za darmo do domu. Z uśmiechem, konsekwentnie odmawialiśmy.

Najtrudniejsza do pokonania była zawsze droga z hali rybnej do hal z owocami i warzywami. By dotrzeć z punktu A do punktu B, trzeba było minąć halę z suszonymi rybami i suszonymi owocami morza. To doznanie wyjątkowo nieprzyjemne. Nie ma drugiego tak ohydnego smrodu jak ten. Żadne z nas nie jest też w stanie zjeść potrawy zawierającej ten przysmak. Z oczywistych względów zdjęć z tego miejsca brak.

Na szczęście krajobraz zmienia się, gdy tylko przekroczy się próg kolejnej hali. Warzywa. Kolorowe, nasycone barwami i zapachami. Niektóre dobrze nam znane, czasem w tutejszych odmianach, inne zupełnie nowe. Odkąd tylko zaczęliśmy przyjeżdżać na bazar mieliśmy swój ulubiony, polecony przez znajomą kram, na którym zawsze robiliśmy zakupy. Pomidory, cebulę, bakłażany, cukinie, ogórki, kalafior, brokuła, ziemniaki, czosnek, pieczarki, fasolkę szparagową, okrę, marchewkę, małe kukurydze, pieczarki, buraki. To nie jest lista rzeczy, które są w ofercie, tylko lista naszych zakupów. Kilka kilogramów warzyw, które w większości wchodziły do plecaka, a reszta do wózka. W czasie kiedy my zajmowaliśmy się wyborem, nasza najstarsza córka robiła w sąsiednim kramie swoje zakupy. I zawsze wychodziła na tym lepiej. Nasze kosztowały około 500 INR czyli 27 zł. Jej- 0 INR czyli 0 zł. I tak co tydzień. Oczywiście, u uroczej pani, która wkładała do torebki Zośki wszystkie, wybrane przez nią specjały kupowaliśmy chwilę później i my. Najczęściej banany w hurtowych ilościach i jabłka, które w Indiach traktowane są jako owoc egzotyczny, przez co dość drogi.

Stałym punktem sobotnich zakupów stał się też mały posiłek. Zazwyczaj był to najlepszy z wszystkich, które tu piliśmy, gorący czaj ze słodką bułeczką, choć zdarzało nam się zjadać też na słono i na ostro. Zdecydowanie bliżej było nam do takich prawdziwych miejsc jak to, na których jadali sprzedawcy, niż do tych ładnych, czystych, lokali dla turystów. Gdy chcieliśmy napić się czegoś zimnego, szliśmy na faloodę, czyli w skrócie, różane mleko z pływającymi w nim nitkowymi kluskami i nasionami chia, lub na słodki sok z trzciny cukrowej z dodatkiem limonki.

Od kilku tygodni bazar jest zamknięty. Podobnie jak większość sklepów. Wprowadzona 25 marca trzytygodniowa całkowita kwarantanna, którą objęte są Indie, w niektórych stanach już została przedłużona. Oficjalnie mówi się, że w całym kraju zakażonych koronawirusem jest nieco ponad 7000 osób. 236 zmarło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s