„Kulwa czy ktoś się ze mną wreszcie pobawi?” Zapytał dziś podczas rozmowy telefonicznej syn bliskiej nam osoby. Ta z uśmiechem odparła, że owszem, jak tylko skończy rozmowę telefoniczną, co nastąpi za jakieś 3 minuty. Tak zadane przez malucha pytanie nie zrobiło wrażenia ani na niej ani na żadnym z nas.

Przekleństwa, brzydkie wyrazy, nieładne słowa. Kiedyś to była zmora naszych rodziców. „Skąd znasz takie słowo?”, „Kto tak mówi?” dociekali, gdy tylko pojawiało się w domu, a wyraz „dupa” uważany był za zło największe. Sami raczej się przy nas pilnowali albo po prostu takich wyrazów nie używali wcale. No z nami jest nieco inaczej.

Przeklinamy. Nie bardzo potrafimy określić skalę, ale na pewno nie ściszamy głosu, gdy zamierzamy powiedzieć któreś z „TYCH” słów. Czasem wplątamy je naturalnie w zdania w rozmowie, czasem pozostają wykrzyczane samotnie jako wyraz naszego aktualnego stanu emocjonalnego. Nasze dzieci więc ich słuchają i je słyszą. Dowody na to mamy niezbite. Dwuletnia Zośka pierwsze w swoim życiu słowo na „k” wypowiedziała pewnej niedzieli pod kościołem, spod którego właśnie ruszaliśmy. Samochód przed nami gwałtownie zahamował zupełnie bez powodu, my będąc tuż za nim zrobiliśmy więc dokładnie to samo. Sekundę później siedząca z tyłu Zocha krzyknęła głośno „Jedź ku..wa!”. My, bez słowa po kryjomu konaliśmy ze śmiechu. Nie zwróciliśmy jej uwagi. To był jej pierwszy raz. Kolejne brzydkie wyrazy pojawiały się mniej więcej jeszcze przez miesiąc i za każdym razem miało to miejsce na drodze. To nam uzmysłowiło, że musi słyszeć je od nas, a my wypowiadamy je kompletnie nieświadomie. Zamieniliśmy wtedy słowo na „k” na inne słowo na „k”, a konkretnie na „kurna” i sprawa została załatwiona. Ten pierwszy wyraz, z ust naszej córki już do nas nie wrócił.

Co ciekawe, w ciągu ostatnich dwóch tygodni jest nowe słowo na „k”, które Zośka z lubością wypowiada. „Kurczę!” potrafi paść kilka razy dziennie i zawsze w celu podkreślenia ważności jej wypowiedzi. Z pełną świadomością i zrozumieniem idealnie wplata je w zdania. Najprawdopodobniej przechwyciła to z którejś z bajek, bo my go raczej nie używamy, a z nikim innym się nie spotykamy. To jednak oznacza, że dzieci mają naturalną potrzebę nasycenia swojego werbalnego przekazu, a więc prędzej czy póżniej nie tylko nasza najstarsza córka sięgnie po kolejne „wzmacniacze”.

Gutek jak na razie nie popisał się jeszcze znajomością nieładnych wyrazów, choć wiemy, że ten moment bardzo się zbliża i czekamy na niego z dużym zaciekawieniem. Nasz syn póki co ochoczo powtarza wszystko to co robi i mówi Zośka, a poza tym ma potrzebę „przebicia” jej swoim, czasem wyjątkowo oryginalnym zachowaniem.

Franka na razie koncentruje się na świeżo zdobytej umiejętności samodzielnego chodzenia. Ku…wa, jak ten czas leci!

2 myśli na temat “Fuck it!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s