Od pół roku jest sobota. Myśleliśmy, że jak wrócimy po sześciu miesiącach do Warszawy, to sobota minie, a tu skąd. Jeszcze większa weekendowość niż w Indach. Tam przynajmniej czas odmierzał nam cosobotni wypad do Margao po warzywa, a tutaj każdy dzień wygląda prawie tak samo. I komu to przeszkadza ? No na pewno nie nam.

Już się trochę nabijaliśmy w tym naszym dzienniku z tzw. „covit-aktywności”, czyli własnoręcznie wygniecionego chleba, kaloryfera z Chodakowską, porządków na pawlaczu i oczywiście z nauki kolejnego już języka. I pięknie. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chcemy pozdrowić i dać wsparcie leniom, obibokom, nierobom i wszelakiej maści śpiochom.
Kochani! Nie dajcie sobie wbić poczucia winy. Co to, to nie. Wcale nie chcemy przez to powiedzieć, że nicnierobienie jest stanem jakoś szczególnie wartościowym. Ale jeśli Wam już się zdarzy, a coś wydaje nam się, że tych od chleba, języków i kursów e-szycia jest wciąż jednak mniejszość, to prosimy Was mocno – nie panikujcie.

Nauczyć się nudy, to coś, co na pierwszy rzut oka brzmi haniebnie, antywychowawczo i rynkowo grzesznie (Leszek Balcerowicz nie kliknie „lubię to”), ale jednak warto spróbować. Nicnierobienie wcale nie musi być takie złe. No bo dajmy na przykład takie posiedzenie w fotelu i pomyślenie sobie o … (tu wpisujecie to, na myślenie i analizowanie czego nigdy nie macie czasu), albo patrzenie w sufit. Osoby o powichrowanej osobowości czy powykręcanych emocjach wysiadają. To znaczy są oczywiście w stanie przez 7 dni w tygodniu szarpać swoją pracę i robić rzeczy nieziemskie, a tu nagle pięć minut w sufit ich kładzie.

To trochę lekkie i śmieszne ujęcie dość chyba poważnego problemu, jakim jest uciekanie przed swoimi myślami, bo jak byśmy napisali „przed samym sobą” to trąca trochę coucherskim bełkotem. Ale jednak z doświadczenia wiemy, że jak się gdzieś cały czas goni, coś robi, gdzieś idzie, jedzie, gada, mówi, śmieje, spotyka, nie spotyka, to okazuje się, że czasem wszystko to robimy po to, żeby jak już nastanie cisza i nic się nie dzieje, nie odezwały się jakieś nasze głęboko poukrywane, utopione kłopoty. Proponujemy więc rozwiązanie dla tych bardziej goniących. Najpierw kwadrans nudy dziennie. Może być między włożeniem chleba do piekarnika, a 8 odcinkiem z 4 serii tego super serialu. Tylko nie odwrotnie, bo po fabule ciężej wyhamować myśli. Później może nawet pół godziny nudy dziennie. Może być w wannie, albo na dywanie. A potem już pójdzie jak z płatka i zanim się obejrzycie, będziecie się nudzić pół roku w Indiach i cieszyć z nieustającej soboty. Gwarantujemy, że pół roku nudy to poważna umiejętność i wyzwanie. Po takim doświadczeniu, codzienna korpo-gonitwa to naprawdę kompletna nuda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s