Patrząc na obskurne hinduskie toalety i bazując na stereotypach, można zobaczyć przede wszystkim odległość jaka dzieli nasze światy i kultury. My, „czyści, ludzie Europy” i oni – nadal brudni i daleko za nami. Sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy próbuje się sięgnąć po papier toaletowy, którego w Indiach pod ręką zazwyczaj brak. Wtedy szybko okazuje się, kto tak naprawdę rozumie czym jest higiena.

Śmierdzące, brudne, bez papieru toaletowego, mydła, dozowników, papierowych ręczników, odświeżaczy powietrza i tego, co znamy z naszego świata. Brak tych wszystkich udogodnień powoduje, że wychodzi się z nich jeszcze szybciej niż się przyszło. Tak, to wszystko prawda. Takie toalety znamy z Indii i w takich najczęściej bywaliśmy mieszkając w naszej wsi. Ale wystarczyło pojechać pare kilometrów dalej, żeby ich obraz diametralnie się zmienił. Pachnące, czasem ogromne, czyste i lśniące, z unoszącym się zapachem orientalnych perfum, z balsamem do rąk w dozownikach i równo zwiniętymi białymi, małymi, miękkimi ręcznikami. Są różne. Tak, jak różnorodne są Indie. Ale najważniejsze, że są! To samo w sobie powinno być powodem do radości. Bo załatwianie swoich potrzeb pod gołym niebem jest tu nadal, niestety, bardzo popularne.

Premier Narendra Modi na początku swoich rządów obiecał „toaletową rewolucję”, która zakładała, że każdy hindus w 2019 roku będzie miał swoją toaletę. Tak się jednak nie stało. Nadal więcej jest tu świątyń niż publicznych toalet i w dalszym ciągu więcej osób ma telefon komórkowy niż sedes. Czasem jednak, może to i lepiej.

Stan WC (przede wszystkim tych powszechnie dostępnych) wciąż pozostawia wiele do życzenia. Chyba nikt nigdy nie odważy się na nich w sposób normalny załatwić swoich potrzeb czyli mówiąc wprost usiąść pośladkami na desce. Z resztą sedesy są najczęściej wybierane przez turystów, którzy gimnastykują się jak mogą, żeby niczego tam nie dotknąć. Mieszkańcy Indii chętniej niż z klasycznych, białych muszli, korzystają z dziury w ziemi z miejscem na nogi po obu jej stronach. Nie trzeba nikomu tłumaczyć jak się ich używa, dodamy jedynie, że to mimo wszystko najskuteczniejsza i najszybsza forma wypróżnienia.

I tu najciekawsze! Na próżno szukać papieru toaletowego. Zamiast niego stoi wiadro z wodą. Mieszkańcy Indii uważają (i słusznie), że brudu się nie rozciera, a zmywa. Tak więc podmywają się zaraz po skorzystaniu z toalety. Robią to zawsze lewą, uważaną za „nieczystą” ręką. Wiadro i woda to dawna wersja bidetu, które do tej pory świetnie się sprawdzają. Czasem, można spotkać nieco nowocześniejszą odmianę, w postaci specjalnego węża zwanego bidettą. Dla naszego syna, była to zawsze po prostu strażacka gaśnica. Zdarzało się, że Gutek znikał i przez długie minuty okupował toaletę, polewając ściany i podłogę, przy okazji spłukując z siebie plażowy piasek.
Ani bidet, ani bidetta nie jest jednak w naszym kraju wynalazkiem zbyt popularnym. W polskich domach króluje toaletowy papier, tak ochoczo wykupowany, szczególnie ostatnio, z drogeryjnych półek. To rozwiązanie zarówno mniej ekologiczne jak i mniej higieniczne. Infekcje dróg moczowych, hemoroidy, szczeliny odbytu (co? Brzmi brzydko? Ale tak, istnieje taka jednostka chorobowa) to tylko niektóre przypadłości, powstaniu których sprzyja podcieranie się papierem. Ale kto by się teraz przejmował takim gównianym tematem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s