Znamy się chwilę, a czujemy jakby był z nami od zawsze. Ma w sobie spokój, ciepło i energię, które przyciągają nie tylko nas, dorosłych, ale i nasze dzieci. Zośka non stop coś chce Mu opowiadać, Gutek porywa Go na spacery, a Franka bez strachu i z uśmiechem na buzi, daje się wziąć przez Niego na ręce. Wujek Czesław. Mężczyzna, którego poznaliśmy na goańskiej plaży. Człowiek, który stał się członkiem naszej rodziny.

Niespodziewanie zagadnął do nas po polsku gdy bawiliśmy się z dzieciakami na plaży. To był 2018 rok i w Benaulim byliśmy wtedy jeszcze tylko z Zośką i Gutkiem. Franki nie było nawet w planach. Wymieniliśmy kilka kurtuazyjnych zdań i każde z nas poszło w swoją stronę. Początkowo był jedną z przypadkowo poznanych osób i chyba nikt wtedy nie przypuszczał, jak bliscy się sobie wszyscy staniemy. Widywaliśmy się raz na jakiś czas przy brzegu oceanu, za każdym razem w tym samym miejscu pod palmami u podnóża hotelu, którego już z resztą nie ma. Potem, nieśmiało zaczęliśmy odwiedzać się w swoich wynajętych mieszkaniach. Nigdy nie mogliśmy nasycić się rozmową, ciągle czuliśmy niedosyt. Opowieści Wujka zawsze były przejmujące, interesujące, czasem fascynujące. Jego spokój i opanowanie wręcz hipnotyzujące. Jego wrażliwość, bliska naszej. Oboje mieliśmy to samo poczucie, że spotkaliśmy kogoś, kto emanuje niesamowitą energią, kto ma w sobie prawdziwe ciepło, przy kim, mimo różnicy wieku, czujemy się naturalnie i spokojnie. Po powrocie do Polski podtrzymywaliśmy kontakt. Pisaliśmy maile, dzwoniliśmy do siebie, nawet raz Go odwiedziliśmy. Ponieważ Wuj od kilkunastu lat, co roku pojawia się na kilka miesięcy na Goa, było jasne, że i tam się w końcu znów kiedyś spotkamy.

W tym roku do Indii przyleciał nieco ponad miesiąc po nas. Znów spotykaliśmy się regularnie na plaży, odwiedzaliśmy w domach. Było dla nas oczywiste, żeby zaprosić Go na święta. Boże Narodzenie spędziliśmy razem. Przy twarożku zrobionym z indyjskiego paneera, z włoskimi pierożkami z nadzieniem z ricottty i tybetańskimi, wegetariańskimi momosami. Było radośnie i rodzinnie, tak jak być powinno w święta. Co prawda bez śniegu i z iglakiem imitującym choinkę, ale razem i z polskimi kolędami w tle.

Wujek do Polski wrócił po trzech miesiącach, ale ciągle mieliśmy ze sobą kontakt. Od naszego przyjazdu do Polski słyszeliśmy się już kilka razy i nadal wymieniamy się mailami. Niezależnie ile nas dzieli (a dzielą nas w zasadzie tylko kilometry, bo cała reszta nas raczej łączy), wciąż jesteśmy ze sobą blisko. Tęsknimy i czekamy, by znów Go odwiedzić. Razem posiedzieć, porozmawiać i pomilczeć.

2 myśli na temat “Wujek z Indii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s