W mijającym tygodniu cały jeden dzień zostałem w domu bez Agi z Zośką, Gustawem i Franką. Z jednym dzieckiem siedzi się bez problemu i w zasadzie bez kłopotów, z dwójką impreza jest już ciekawsza i bardziej zauważalna, ale z trójką domowy wodzirej, w którego się zamieniam nie ustępuje Lutkowi Danielakowi (Wodzirej Stuhr).
Dzisiejszy tekst jest rozważaniem o dzieciach na kwarantannie i dedykuję go naszym paniom z „Zielonej Krainy” i z przedszkola za płotem, za którymi my (!) i nasze dzieci bardzo tęsknimy...

Najlepszy jest moment kiedy Aga wychodzi z domu i zamyka drzwi. Można byłoby to nieźle pastiszowo sfilmować. Klamka zapada, odwracam się od drzwi, ujęcie blisko na moją zatrwożoną twarz i szerokie ujęcie z rogu pokoju na trójkę małych chochlików, którzy zacierając ręce zdają się mówić „No to mamy cię gagatku”.

Dzieci bywają przebiegłe, cwane i inteligentne. Nie mordują swojej ofiary na raz i nie skracają jej męki do minimum. Przyjmują raczej modus operandi polującego kota, który swojej zdobyczy, z niejasnych do dzisiaj dla mnie przyczyn, nie morduje od razu, tylko w dość parszywy sposób zabawia się ze skazaną i tak już na ostateczność ofiarą. Dzieci w tej metodzie świetnie się odnajdują. Dają na początku zapomnieć że są, usypiając czujność. Niby spokój, cisza, jakaś niepozorna zabawa w kącie, Franka prawie usypia, aż tu nagle zaczyna się.

W funkcjonowaniu z grupą dzieci obowiązuje prawo Murphiego. Jest jasne, że w momencie gdy jedno z dzieci wyleje mleko z płatkami na stół, drugie w tym momencie się przewali i walnie w czoło zanosząc się od płaczu. Bądź pewny, że właśnie w tej a nie innej chwili w pokoju zacznie unosić się niepokojąca woń, czyli trzeci człowiek właśnie zrobił kupę. To moment, w którym przydają się zręby wiedzy o zarządzaniu. Nie możesz wszak zaradzić każdej tej sytuacji w jednym momencie. Szybko ustalasz gradację potrzeb i działań. Kupa – jeśli nie rzadka i nie grozi przelewką może chwilę poczekać. Przelewka zmienia wszystko i z małego problemu jakim jest kupa, może przerodzić się w domowe pandemonium. Szczegółów oszczędzę, bo ponoć są tacy co czytają przy śniadaniu. Mleko na stole, jeśli nie ścieka na podłogę, może poczekać. Jeśli ścieka, natychmiast do wytarcia, bo inaczej zostanie momentalnie wszędzie rozniesione, rozmazane, wtarte, oraz zlizane. No i docieramy do wypadku, który w drabinie dramatów jest zawsze na pierwszym miejscu. Tutaj na chwilę zamieniasz się w ratownika medycznego i metodycznie przystępujesz do oględzin, uspokajając równolegle swojego rannego domownika. Oględziny mają na celu wykluczenie otwartej rany, złamania, lub innego uszkodzenia. Wszystko to mamy niejednokrotnie za sobą, więc byle śliwa na czole nie robi już wrażenia. Wyciągam szybko z zamrażalnika zimny niebieski żel, przystawiam na chwilę i jest po robocie.

Tyle o dramatach, choć ich zbiór jest otwarty, a kreacja dzieci nieograniczona. Teraz o normalności. Po pierwsze, nie wpierniczaj się w ich świat. Jak nie będziesz ględził i na siłę organizował im czasu, one go sobie świetnie zorganizują. Ty ogranicz się do czuwania, moderowania i uważania na potencjalne dramaty (vide akapit wyżej). Zorganizują, czyli przyjdą i zapytają (lub nie), czy mogą oglądać bajki. To będzie ich pierwsza propozycja. Masz do wyboru, A – zgadzasz się i masz dzieciarnie z głowy, B – nie zgadzasz się i jesteś wodzirej. Wariant pierwszy jest dobry, gdy masz coś do zrobienia, napisania, lub ci się nie chce z nimi bawić. Jest mało rozwijający, choć możesz się oszukiwać, że wybierasz dla dzieci bajki o mniejszym lub większym zabarwieniu edukacyjnym. Ale generalnie bajki w TV lasują dzieciom mózg. Rozwiązanie drugie jest oczywiście zajmujące bez reszty, więc nie kombinuj, że możesz zajmować się zabawą z dziećmi i robić tzw. coś, lub nie daj boże w domu pracować. Jeśli będziesz ciągnął dwie sroki za ogon, twoja frustracja będzie rosła w tempie geometrycznym. Nie popracujesz, a dzieciaki momentalnie wyczują, że ściemniasz. Jeśli więc decydujesz się na wodzireja, też są dwie opcje, Pasywna i aktywna. Pasywna, czyli ograniczasz się do donoszenia kredek, temperowania ich, wyciągania kartek z ryzy, puszczania muzyki, sprzątania na bierząco plasteliny i generalnie robisz za dziecięcego wyrobnika. To jest spoko, bo łączy twoją bliskość z kreacją dzieci. Aktywna wersja to taka, w której wymyślasz zabawy (zawsze nowe), kotłujesz się z dzieciakami na sofie, ganiacie się, zabawa w chowanego, berek, gra na gitarze i wrzucasz do tego cały asortyment tego co oczywiste. Ta ostatnia możliwość oczywiście jest dla dzieci najciekawsza, a dla ciebie po całym dniu rujnująca 🙂 I tutaj, w tym momencie wspomnijcie wasze panie i ciocie w przedszkolach i żłobkach, które z istoty takich placówek funkcjonują tylko w wariancie aktywnym. To są prawdziwe bohaterki naszych domów, pomimo, że zazwyczaj nigdy w nich nie były.

Jak szczegółowo wyglądał nasz dzień opowiem być może kiedy indziej… A co było po powrocie Agi do domu? Ubrałem się w obcisłe, założyłem buty i maseczkę i pobiegłem przed siebie, byle dalej i szybciej. Sport. To najlepsze co możecie robić dla siebie i dla nich.

P.S. W wolnych chwilach (wiem że ich nie macie) zorganizujcie sobie i poczytajcie jedną z książek Jespera Juula. Waszym dzieciom już nic nie pomoże, ale może wam będzie spokojniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s