Nie jest dobrze. Było miło, ale nie do końca. Oczekiwanie na najważniejszy, urodzinowy prezent zakończyło się naszą rodzicielską porażką. Mamy więc lekcję do odrobienia. Pragnienia dziecka zmieniają się co kilka minut. Szczególnie przed urodzinami, warto je aktualizować. Mimo to, nie poddajemy się. Może z Waszą pomocą uda nam się spełnić wczorajsze (i wciąż dzisiejsze) marzenie Zośki.

Wczoraj Zośka miała swoje piąte urodziny. Były balony, tort, nawet kolorowe konfetti było, które przez resztę dnia wyciągaliśmy co chwilę z buzi Franki. Nie zabrakło prezentu. Niestety jak się okazało nie takiego… I nieważne, że o TYM, który dostała ponoć najbardziej na świecie marzyła, że nas o niego prosiła i to miało być właśnie to. Problem polega na tym, że to było dawno. Kwestie „co by chciała na urodziny” poruszyliśmy kilka miesięcy temu. Nie aktualizowaliśmy zamówienia. I to był błąd.

Cały wczorajszy dzień Zośka chodziła po mieszkaniu i pytała nas czy dostanie jeszcze jakiś prezent. Trochę nie wiedzieliśmy jak wybrnąć, no bo w drodze jest jeszcze podarunek od babci, prędzej czy później dotrą do niej drobiazgi od reszty rodziny, ale nie chcieliśmy psuć jej niespodzianki. Powiedzieliśmy tylko, że na pewno coś jeszcze dostanie. No i się zaczęło. Bieganie, skakanie, nieokiełznana radość. I słowo klucz, które za takim jej zachowaniem stoi. GNIATA.

GNIATA to najświeższe marzenie naszej córki. „Gustaw, wiesz, że ja dostanę gniatę?”, „Mamo, czy kupiłaś mi gniatę?”, „Tato, wiesz przecież, że ja najbardziej marzę o gniacie”. No coś tam już takiego podobnie brzmiąco słyszeliśmy jakiś czas temu z jej ust, ale sprawę po prostu olaliśmy. Temat zgłębiliśmy tak naprawdę dopiero wczoraj. No i jesteśmy w kropce.

Google słowo gniata zamienia na gniotę. Jeśli chcecie przekonać się co kryje się pod hasłem gniata-grafika, sprawdźcie, nie będziemy psuć Wam zabawy. Poza tym trochę nie wiemy jak to co zobaczyliśmy, moglibyśmy opisać. Szczegółowej wiedzy postanowiliśmy oczywiście poszukać u źródła. „Zosia co to jest gniata?”

No więc gniata, wedle naszej cudownie pokręconej córki, „to taka wybuchająca gniata, która jest tam gdzie jest konfetti i wybucha mnóstwo słodyczy”. No przecież to jasne. „A gdzie Zosiu widziałaś taką gniatę”? „Nigdzie!”

Marcin wpadł na pomysł, że może chodzi o róg obfitości czyli tytę, którą wręcza się pierwszoklasistom w zasadzie tylko na Śląsku. Pokazaliśmy Zosi obrazki w internecie. No więc to jednak nie to. Ta przecież nie wybucha. Poza tym „nie ma specjalnego patyczka do uruchomienia gniaty, która po dotknięciu patyczkiem wybucha i rozsypuje się konfetti i słodycze”. No i taka sytuacja. Nic z tego nie rozumiemy, ale może ktokolwiek z Was kojarzy o co chodzi albo jakimś cudem natknął się na gniatę np. w jakiejś bajce…

4 myśli na temat “Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

  1. U nas swojego czasu urodzinowe piniaty pojawiały się regularnie, dzieciaki uwielbiały naparzać z całej siły kijem w cokolwiek, a jeśli jeszcze z tego czegoś wysypywaly się słodycze euforia nie miała granic…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s