Franka. Nasz numer 3. Dziś kończy swój pierwszy rok. Oboje chcieliśmy trójkę dzieci, ale jej pojawienie się było dla nas ogromnym zaskoczeniem. Często nazywamy ją „Niespodzianką”, bo wraz z informacją, że JEST, zakończyły się ciągnące w nieskończoność, inne, bardzo trudne, zdrowotne tematy. Nasza najmłodsza córka jest wspaniała. Radosna, ciekawa świata i wyjątkowo ruchliwa. A do tego wszystkiego jest … ruda. Ale ten wpis chyba nie do końca będzie o niej.

„Wow, trzecie dziecko? Nieźle!”. Nasi przyjaciele, rodzina, znajomi byli tą nowiną równie zaskoczeni jak my. Ale mamy wrażenie, że nie wszyscy wyglądali na zadowolonych, albo może żeby lepiej to określić, nie do końca rozumieli, dlaczego zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko. Wielokrotnie czuliśmy w ich wypowiedzach (oczywiście nigdy nie wprost) postpeerelowskie przekonanie, że rodzina 2+2 to jest rodzina! Zachwianie tej równowagi, ale tylko w jedną stronę- dodatkowego członka rodziny odbierane było jako fanaberia, kaprys. Niektórzy trochę chyba ze współczuciem, że „nam się trafiło” próbowali robić dobrą minę do złej gry, co wyglądało po prostu słabo. Inni, z większą powściągliwością tłumaczyli nam życiowe prawdy. „No, to teraz trzecie da wam w kość”, „Teraz to poznacie co to dzieci”. Tak jakbyśmy do tej pory tego nie wiedzieli. Co z tego, że zarówno Zocha jak i Gutek są większość czasu uśmiechnięci i rzadko kiedy chorują? Czy naprawdę miarą rodzicielstwa jest właśnie to? No więc Franka też w zasadzie nie płacze i jest dzieckiem zdrowym. I co? Co teraz? Oboje jesteśmy czynni zawodowo, nie mamy niani, a z pomocy kogokolwiek z najbliższych korzystamy tak sporadycznie, że można by było na palcach jednej ręki policzyć. Czyli, że się da. Da się NORMALNIE żyć i z trójką dzieci. Szok. Przecież dla niektórych to niemożliwe.

Dzieci to nieustające zmęczenie, problemy, choroby, brak czasu na cokolwiek i wielokrotne odmawianie sobie kosztem maluchów, czegokolwiek. No nie u nas. Czasem to wszystko co wyżej oczywiście się zdarza. Podobnie jak to, że ktoś z nas ma gorączkę czy zły humor. Tyle tylko, że nie czujemy, że dla kogoś się poświęcamy, nie mamy poczucia straty w żadnym aspekcie życia, wręcz przeciwnie. Ale o tym, że lubimy być razem to już wiecie, a nasze pół roku non stop razem w Indiach jest tego wystarczającym dowodem i powtórzylibyśmy to nawet jutro.

Mamy jeszcze jedną ciekawą obserwację. Im więcej mamy dzieci, tym myśl o kolejnym jest dla nas coraz bardziej naturalna i nie wzbudza nawet cienia lęku. Nim mieliśmy pierwsze dziecko, na samą myśl o ciąży drżeliśmy ze strachu przed tym co nas czeka. Czy ciąża przebiegnie jak powinna, czy poród będzie szybki, sprawny i niebolesny. Czy dziecko będzie zdrowe, co jak zachoruje, czy będzie chciało ssać pierś, czy robi to prawidłowo, czy zmieniać pieluchę po każdym siku, itd. Na szczęście, gdy tylko Zocha się pojawiła, wyluzowaliśmy się całkowicie, a to co i jak robić podpowiedział nam instynkt, zdrowy rozsądek i spokój. Gdy na świat przyszła nasza pierwsza córka trudno jednak było nam sobie wyobrazić jak to będzie, gdy pojawi się rodzeństwo. Zadawaliśmy sobie masę pytań. Po kolejnym porodzie, wszystkie odpowiedzi przyszły same w odpowiednich momentach. Na zadawanie kolejnych pytań i prowadzenie długich, czasem pokręconych rozważań, nie było już czasu. Jak się okazało, że mamy Frankę, byliśmy w czwartym miesiącu ciąży i na głowie mieliśmy tysiące spraw. Robiliśmy co musieliśmy i co chcieliśmy, na zbędne rzeczy nie traciliśmy czasu. Dzieci poza oczywistymi oczywistościami jak miłość, dały nam dodatkową energię i umiejętność świetnej organizacji. W zasadzie wszystkiego. I jeszcze jedno- raz, miejmy nadzieję na zawsze ustawiły hierarchię wartości, w której to nasza rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu.

Niewiele znamy rodzin z kartą dużej rodziny, nie ma ich wokół nas za wiele. Ale te, które są, są dla nas kwintesencją szczęścia i miłości. Wystarczy wejść do takiego domu, by przekonać się, że w życiu naprawdę nie chodzi o ciszę, porządek i pieniądze. Nie liczy się metraż na którym oni wszyscy żyją, średnio ważna jest ilość i jakość zabawek czy ubrań. Czasem nie ma czasu by wszyscy byli czyści, mieli ciuchy bez plam czy dziur, co z resztą i tak jest dla takich ludzi kompletnie nieistotne. Liczy się to, że są razem. I jedyną, absolutnie jedyną rzeczą, która jest istotna jest zdrowie. Czego sobie, naszej dzisiejszej solenizantce i Wam życzymy.

PS. Z okazji urodzin Franki udało nam się zdobyć piniatę. Oczywiście przywilej jej rozwalenia, a potem podzielenia się słodyczami, spocznie na Zośce. Dziękujemy wszystkim za pomoc!

4 myśli na temat “Taki mamy kaprys

  1. Pięknie napisane!
    Myślę, że kwestia ilości dzieci to kwestia poukładania sobie tego w głowie 💛
    Wszyscy wiem, że najgorzej być jedynakiem, a mając rodzeństwo – ja docieniam jak to siła, także w dorosłym życiu 😅

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s