Po 6 miesiącach życia w Indiach, po powrocie do Polski jeszcze tego samego dnia zlikwidowaliśmy wiszący w kuchni telewizor. Po kolejnych dwóch miesiącach siedzenia w domu, pozbywamy się tego, który znajduje się na ścianie w sypialni. Więcej telewizorów już nie mamy. Mamy za to przeświadczenie, że dzięki tym decyzjom nasze dzieci odzyskają prawdziwe dzieciństwo, a my wszyscy – znacznie więcej czasu dla siebie.

Zacznijmy od tego, że rodzice nie są żadna konkurencją dla bajek. Żadną. Na nic wspólne rysowanie, malowanie, czytanie. Na nic głupkowanie, bieganie, chowanie się i straszenie. Na nic układanie klocków, torów, rzucanie piłką. Na nic zabawa w dom, przychodnię i co tam jeszcze przyjdzie do głowy. Na nic makaronowe bierki, papierowe piłeczki i tor przeszkód z taśmy klejącej. Nie, że w ogóle nic. Pierwsze 15 minut każdej z tych aktywności zazwyczaj jest hitem. Ale po upływie kolejnych minut zaczyna się nudzenie, kręcenie się i niby przypadkowe przemieszczenie się do pokoju z telewizorem. Tam, tylko sekundy dzielą nasze dzieci od ustawienia konkretnej bajki i odpowiedniego poziomu głośności. Zazwyczaj tego na samym końcu skali.

Być może nie jesteśmy tak kreatywni jak nam się wydaje, że jesteśmy. Być może, nasze wydurnianie się jest nie najlepiej odbierane przez własne dzieci. Być może gdybyśmy mieli w domu kosze pełne kolorowych, przynajmniej raz w tygodniu wymienianych zabawek, byłoby to bardziej atrakcyjne. Być może gdyby nasz wspólny czas nie był przerywany momentami na gotowanie, chodzenie do toalety, picie kawy, odbieranie telefonów, pisanie smsów czy innymi sprawami, które każdego dnia dzieją się równolegle, wspólne zabawy potrafiłyby trwać znacznie dłużej. Ale tak nie jest. Jest nas dwoje. Dzieci troje. 64 metry i świadomie ograniczona ilość zabawek, których i tak jest niestety nie mało.

Przez 1/3 naszego pobytu w Indiach, dzieci nie oglądały telewizji w ogóle. Zabawek mieli kilka. Tylko takich, które zmieściły się do ich małych plecaków. Wieczorami puszczaliśmy słuchowiska. Kolejne dwa miesiące pozwalaliśmy oglądać im czasem bajki w telewizji, a czasem na komputerze, bo specjalnie w tym celu, wzięliśmy z Polski, naszym zdaniem fajne bajki i filmy animowane. W ostatnich dwóch miesiącach nastąpiło kompletne rozluźnienie zasad dotyczących ograniczania telewizora i niestety był on często włączony jak byliśmy w domu. Nie było to i tak takie najgorsze, bo staraliśmy się całe dnie aktywnie spędzać na powietrzu. Warunki ku temu mieliśmy doskonałe. Ale tak czy inaczej- dzień naszych dzieci, zaczynał się i kończył właśnie bajkami.

Od równo dwóch miesięcy w zasadzie non stop siedzimy w domu. Początkowo bez możliwości wyjścia, teraz z możliwością mocno ograniczoną. Pozwoliliśmy im korzystać z telewizora. Pozwoliliśmy na to, by oglądali bajki tak często jak chcą. Pozwoliliśmy, by nauczyły się korzystać z pilota. Pozwoliliśmy, by kompletnie przejęły nad nim kontrolę. Dziś sytuacja wygląda tak, że by obejrzeć o 19 „Fakty” musimy stoczyć potężna bitwę, której zazwyczaj towarzyszą krzyki, wrzaski i trzaskanie drzwiami. Niestety.

Tak to działa. Im więcej im pozwalamy, tym więcej one chcą. Jeśli dodać do tego potrzeby zarówno Zosi jak i Gucia (Franka na szczęście nie ma jeszcze swoich ulubionych bajek), walka o swoje, przybiera często dość dramatyczny obrót. Z największym uznaniem obserwujemy domy, w których nie ma telewizorów, a z jeszcze większym podziwem patrzymy na rodziców, którzy potrafią konsekwentnie puszczać swoim pociechom np. tylko jedna bajkę na dobranoc. My tego nie umiemy. A tę naszą nieumiejętność dzieci potrafią momentalnie wykorzystać.

Rytm. To dla nas lek na wiele spraw. Ponieważ właśnie zaczynamy nowy etap – cała trójka codziennie będzie chodzić do przedszkoli i żłobków, my w tym czasie zamierzamy nie tylko pracować, ale i poświęcić trochę czasu sobie. I tylko sobie. Gdy drugą część dnia będziemy spędzać wszyscy razem, planujemy aktywnie i wartościowo wykorzystać te kilka godzin. Oczywiście nie pozbawimy naszych dzieci bajek na zawsze. Pewnie za jakiś czas, najchętniej w weekend, zdarzy nam się wspólnie usiąść przed komputerem i coś zobaczyć. Ale teraz robimy dzieciom bajkowy detoks, a sobie sprawdzian konsekwencji. Dla dobra nas wszystkich. Być może bez konkurencji w postaci telewizora staniemy się też nieco bardziej atrakcyjni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s