Co przynieść ze sobą jak idziemy do kogoś, kto ma dzieci, w odwiedziny. Co mają przynieść do nas znajomi, którzy wpadają z wizytą. Temat ten był dla nas do niedawna dość problematyczny. Z kilku przyczyn, o czym poniżej. Dziś zdradzamy rozwiązanie idealne, które najlepiej sprawdza się w każdej z tych sytuacji.

My do kogoś. Dla Pani domu pewnie najładniej przynieść kwiaty. Ale to prezent mało praktyczny i bezsensownie drogi, no chyba, że kwiaty kupuje się na bazarku. Wtedy świetny bukiet polnych kwiatów czy klasyczne tulipany kosztują tyle, ile powinny. Kupowanie bukietów w warszawskich kwiaciarniach uważamy za przegięcie i po prostu pomyłkę.

Ponieważ w naszym domu pija się sporo różnych rodzajów herbat, naczęściej decydujemy się przynieść ze sobą jedną z nich. Często bywa tak, że komuś tak bardzo zasmakuje, że sam sobie ją potem regularnie kupuje. Zdarza się jednak i tak, że przyniesioną przez nas herbatę widujemy w tym domu podczas kolejnych odwiedzin miesiąc, dwa, pół roku czy pare lat od wizyty, podczas której ją przynieśliśmy.

Zazwyczaj jednak stawiamy na klasyczne drożdżówki lub inne wypieki z naszego ulubionego Lukullusa. Mamy wtedy poczucie, że przynosimy samo dobro, które (z resztą z naszą pomocą), szybko znika z talerzy domowników.

Jest jeszcze kwestia dzieci. Wypadałoby im przecież coś przynieść. No właśnie. I tu mamy mieszane uczucia. Czy naprawdę przychodząc do domu znajomych, trzeba dzieci jakoś szczególnie obdarować? Czy przyzwyczajanie najmłodszych do tego, że goście zawsze coś im przynoszą to dobry nawyk? Patrząc na nasze dzieci i słuchając pytania, które za każdym razem zadają gościom, tuż po przekroczeniu progu naszych drzwi, sprawia, że mamy watpliwości. „Co masz dla mnie?”, „Co mi przyniosłaś?” krzyczą jedno przez drugie. Czy czujemy się źle, czy niekomfortowo, że to dla nich ważne? Absolutnie nie. Bo to właśnie Ci, którzy przychodzą z prezentami dla nich (choćby to były największe pierdoły na świecie) powinni czuć się odpowiedzialni za takie ich reakcje. Biorąc przykład z naszego domu przestaliśmy kupować dzieciom znajomym cokolwiek. Przychodzimy do ich do domu, bo chcemy spędzić z nimi i ich rodzicami czas. A nie po to by dać coś, co prędzej czy później i tak wyląduje w koszu. Oczywiście, co innego, jeśli jesteśmy zaproszeni na imieniny, urodziny, czy jakąś inną, specjalna okazję. Wtedy, prezent, jest i dla nas oczywistością.

Zanim sami nie mieliśmy dzieci, często obdarowywaliśmy dzieci znajomych słodyczami. Mamy przyjaciół, których maluchy kojarzyły nas z rozpuszczalną trucizną do żucia o smaku nibyowoców. Teraz z poczuciem winy wspominamy te zwyczaje i nie rozumiemy dlaczego rodzice tych dzieci nie palnęli nas wtedy w głowę. Jak się nad tym zastanawiamy, może i coś nam nawet próbowali tłumaczyć, czy nawet w pokrętny sposób prosili (używając argumentu, że jak sami będziemy mieć dzieci, będą robić to samo) byśmy może z tego typu prezentu zrezygnowali, ale my wiedzieliśmy lepiej. Dziś, tak samo lepiej wiedzą niektórzy z naszych bliskich robiąc z odwiedzin doskonały powód by wpakować w brzuchy naszych maluchów nie tylko kilogramy czekolady, żelatynowych żelków, dosładzanych serków ale i masę wyrobów czekoladopodobnych, zapakowanych w kolorowe papierki świństw opartych na syropie glukozowym, oleju palmowym i wszelkich E-coś tam, co oznacza wszystko to, co najgorsze.

I tu pojawia się właśnie wątek, co ma kupić ktoś, kto przychodzi do nas. Jeśli napiszemy, z resztą zgodnie z naszym przekonaniem, że naprawdę NIC, i tak coś przyniesie. Temat słodyczy chyba zakończyliśmy akapit wyżej. Prezenty dla dzieci – wolimy nie, z tego powodu, o którym też już przed chwilą napisaliśmy. Ale rozwijając wątek- ubrania dla dzieci kupujemy im sami. Mają wszystko, co potrzebują i póki możemy, to my decydujemy o tym, z jakich rzeczy wybierają to, co danego dnia założą. I tak będzie jeszcze przez najbliższych kilka lat. Zabawek mają co nie miara. Każda kolejna interesuje ich tylko w chwili jej rozpakowywania. Ta łatwość posiadania, a także ich nadmiar sprawiają, że trudno im prawdziwie czegoś zapragnąć i z podekscytowaniem czekać na spełnienie się marzenia.

Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy potrzeba obdarowania domowników jest znacznie większa niż chęć domowników do bycia obdarowanym? Bardzo proszę: Kupcie nam na bazarze kosz owoców, a najlepiej skrzynkę polskich jabłek. Większość zjemy w ciągu kilku dni, z reszty z przyjemnością zrobimy ciasto, dodamy do surówki czy upieczemy. Sprawicie nam wszystkim (i mamy nadzieję, że sobie także) dużo radości. Nasze dzieci będą miały szansę szczerze ucieszyć się, tak jak my, po prostu z Waszej obecności (a nie z tego co przyniesiecie), a Wy nie wydacie bezsensownie za dużo pieniędzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s