Dzieje się to nieomal każdego dnia na naszym placu zabaw pod domem. Poza nami i naszymi dziećmi przychodzi też sąsiad i jego koledzy. Mają około 9 – 11 lat. Siadają na ławce blisko siebie. Nie bawią się, nie tną w piłę, nie przepychają, nie chodzą po drzewach i w zasadzie nawet się do siebie nie odzywają. Każdy z nich trzyma natomiast w ręku smartfona, na którego patrzy w hipnotycznym zastygnięciu. Wygląda to tak, jakby ktoś tej bandzie chłopaków wyłączył zasilanie i posadził ich w kącie rzeczywistości.

Nie piszemy tych słów z perspektywy ludzi którzy są w konflikcie ze zdobyczami dzisiejszego świata. Wręcz przeciwnie, sami mamy poważne kłopoty z nadużywaniem informacji, które płyną do nas zewsząd, także z naszych telefonów. Oboje też wzajemnie strofujemy się i kontrolujemy, żebyśmy nie przyklejali zbyt często nosa do ekranu. A nasze dzieci? Pomimo, że nie mają dostępu do telefonów, a my nie puszczamy im na nich ani gier, ani bajek, to jak tylko położymy nasze komórki gdzieś w zasięgu, te natychmiast lądują w ich rękach. A że twórcy takiego sprzętu jego obsługę przez lata dostosowywali do naszych podstawowych intuicyjnych umiejętności manualno-wzrokowych, to obsługa telefonów jest dla dzieciaków banalna. Pokusa jest wielka, a pułapka zastawiona przez twórców tego rewolucyjnego dla XXI wieku urządzenia cwana i rozmyślna. Bo nawet jeśli nie rolujesz portalu społecznościowego, czy strony z głupimi i wciągającymi filmami, to zawsze możesz zupełnie konstruktywnie realizować tam swoje prawdziwe zainteresowania, hobby, pasje, czy zawodowe obowiązki. Granice dorośli dość szybko sobie upłynnią i zrelatywizują, byleby tylko odłączyć się na chwilę od rzeczywistości.

I to odłączenie jest największym zagrożeniem w codziennym obcowaniu z telefonem komórkowym. To jedno z poważnych zaburzeń i uzależnień behawioralnych, w które możemy się zatopić. Nie kontrolując tego zagrożenia, możemy nie dostrzec kiedy nasze dzieci odpłyną od nas w świat nieprawdziwych znajomych, nieprawdziwych rozmów, nieprawdziwych emocji, nieprawdziwych informacji i w zasadzie nieprawdziwego życia.

A skutki są opłakane. Poza nieźle opisanymi i rozpoznanymi mechanizmami uzależnienia, warto też pamiętać o analfabetyzmie czyhającym na uwikłanych w sieć. Coraz częściej można spotkać przedstawicieli pokolenia smartfonów, których rozwój intelektualny kończy się na notce z wikipedii, czy innego trzyzdaniowego leadu na dany temat. To, co w erze przedsmartfonowej i przedinternetowej trzeba było znaleźć, wyciągnąć z książek, artykułów, rozmów z innymi, dzisiaj dla leniwych jest niby na wyciągnięcie ręki i do szybkiego zjedzenia w formie informacyjnego trzyzdaniowego hamburgera na dwa kęsy.

Wszyscy wiemy jak ciągłe podłączenie do informacji zasysa. I to zarówno informacji miałkiej jak i tej wartościowej. Wyobraźmy sobie teraz co dzieje się z mózgiem dziecka, który jest w zasadzie bezbronny na szybką, kolorową i pozornie atrakcyjną treść płynącą z telefonicznej sieci. U dziecka mechanizmy kontroli, rozpoznania zagrożenia i wglądu w to co dzieje się z naszymi emocjami są znikome. Niekwestionowany autorytet w dziedzinie uzależnień dr Bohdan Woronowicz tak opisuje etapy uzależnienia od sieci:

Etap I – Oczarowanie możliwościami, które otwiera przed nami nowe medium oraz zasobami jakimi dysponuje a także wrażenie braku granic i kontroli.
Etap II – Uświadomienie sobie, że Sieć wpływa na nas rozluźniająco, łagodzi stres
Etap III –  Używanie Internetu jako środka normującego emocje
Etap IV – Rezygnacja (częściowa rezygnacja) z kontaktów i relacji codziennych na rzecz wirtualnych przyjaźni
Etap V –  Odczuwanie negatywnych emocji, napięcia, stresu w momencie braku połączenie z Siecią 

Dla dzieci już pierwszy etap wydaje się być bardzo emocjonujący, wciągający i intensywny. No bo kto, jeśli nawet jeszcze tego nie potrafi zdefiniować, nie chciałby zrezygnować z braku granic i kontroli. Większość dzieciaków rozumiejących już pojęcia barier i ograniczeń, z przyjemnością. U dzieci powyższe etapy wyglądają zapewne trochę inaczej, natomiast z pewnością skutkują zatracaniem umiejętności socjalizacji i nawiązywania relacji, czy zatraceniem zainteresowań z wyjątkiem tych realizowanych w sieci, które reguluje kompulsja, a nie zdrowa i konstruktywna ciekawość.

Co można zrobić żeby się nie wpakować razem z całą rodziną w bitowy korkociąg ? Jest pewnie wiele dróg, ale łączy je jeden wspólny mianownik. Trzeba naprawdę żyć! Czyli spotykać się, rozmawiać, kłócić, godzić, spierać, smakować, czytać, oglądać, nudzić, biegać, chodzić, słuchać, mówić i …. I już.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s